Chiny; rower; mobilność, Rowerowa gorączka – sharing economy po chińsku, OK!magazyn

Chociaż pierwsze wypożyczalnie rowerów powstały w latach 60. ubiegłego wieku w Amsterdamie, to prawdziwy szał na jednoślady do wynajęcia przetoczył się przez Chiny przez trzy ostatnie lata drugiej dekady XX wieku. O bike sharingu po chińsku można mówić w czasie przeszłym, bo model ekonomii współdzielenia (sharing economy) zapłonął jak supernowa i właśnie gaśnie. Chwilowo bezpowrotnie.

Zachodnie media bacznie śledziły popularność chińskich aplikacji do wypożyczania rowerów. W 2017 roku w Pekinie na ulicach można było korzystać z 2,5 mln sztuk tych pojazdów, a usługa zyskiwała popularność w tym 10 największych miastach kraju. Rowery można było wypożyczyć wszędzie, chińskie ulice zapełniały się szeregami rowerów od Ofo, Mobile czy Bluegogo. Każda sieć miała własny charakterystyczny kolor (odpowiednio żółty, pomarańczowy i niebieski), a na plecach liderów szybko rosła konkurencja.

Niewypał w dziesiątkę

Model współdzielenia sprawnego transportu po zatłoczonych chińskich miastach zamiast konieczności posiadania własnego roweru wydawał się strzałem w dziesiątkę. W wypożyczalnie inwestowano miliony dolarów, jednak równie szybko chodniki pełne rowerów zaczęły zamieniać się w ich cmentarzyska.

W połowie 2017 roku w Pekinie można było trafić na fragmenty chodników, przez które nie dawało się przejść ze względu na hałdy jednośladów zalegające na środku. Bike sharing miał być atrakcyjny dla użytkowników, ponieważ nie wymagał stojaków czy stacji dokujących. Każdy rower był blokowany indywidualnym szyfrem, który otrzymywało się w aplikacji. Jednak szybko okazało się, że pojazdy są kiepskiej jakości, psują się i są porzucane byle gdzie niczym papierki po cukierkach.

Rynek wypożyczalni był tak atrakcyjny i teoretycznie nieograniczony, że korzystać z niego chciało wielu. Chińskie ministerstwo transportu poinformowało w drugiej połowie 2017 roku o 70 firmach tej branży oferujących 16 mln rowerów dla 130 mln odbiorców. Mobike wychodził ze swoją usługą także za granicę Chin i w szczytowym momencie rozbudował sieć do 170 miast na całym świecie. Inwestycje okazały się przeszacowane, a do stert rowerów na ulicach miast dołączały jeszcze większe ich cmentarzyska na przedmieściach.

Chiny; rower; mobilność, Rowerowa gorączka – sharing economy po chińsku, OK!magazyn

Nieoczekiwana seria bankructw

Niedługo po szczycie zainteresowania rozpoczęły się bankructwa. Pierwszy upadł Bluegogo, a za jego niewypłacalnością zaczęto mówić o pęknięciu bańki spekulacyjnej na rynku wypożyczalni. Ofo uchodzące za symbol trendu także znalazło się w kłopotach. Pomimo wyceny sięgającej ponad dwa mld dolarów w 2017 roku i wsparciu gigantów chińskiego IT jak e-handlowy kolos Alibaba oraz Didi Chuxing, chiński odpowiednik Ubera trzeba było rozpaczliwie szukać środków na zwrot depozytów dla milionów użytkowników. Z fali entuzjazmu dla bike sharingu zostało rozczarowanie i masowe zwolnienia tysięcy pracowników. 

Obronił się praktycznie tylko jeden z głównych graczy, Mobike, ale załamanie rynku zmusiło go do wycofania z rynków zagranicznych i ograniczenie działalności jedynie do Chin. Mobike został przejęty przez stosunkowo nowy podmiot na chińskim rynku, firmę Meituan Dianping, jednego z dwóch głównych koncernów przodujących w dziedzinie dostaw jedzenia w Chinach. Transakcja przejęcia opiewała na 2,7 mld dolarów. Rowery Mobike zyskały drugie życie jako baza transportowa dla rzeszy kurierów Meituan. 

Chińska rzeczywistość ekonomiczna zmienia się bardzo dynamicznie. Jedno zjawisko przynoszące miliony na wiosnę zastępowane jest dynamicznie przez kolejny model biznesowy zimą tego samego roku. Wypożyczalnie rowerów stworzyły w Chinach modę na współdzielenie. Do dyspozycji obywateli oddawano stojaki z parasolami, sprzętem sportowym, a nawet luksusowymi torebkami do wynajęcia na minuty czy godziny. Zjawisko zachwyciło świat i pokazywało, że znany nam Uber czy Airbnb może działać szerzej i z większym rozmachem.

Niestety na horyzoncie w połowie 2018 pojawiła się wojna handlowa, którą przeciwko Chinom rozpoczęły Stany Zjednoczone. Władze w Pekinie traktują ten moment jako okazję do wprowadzenia kolejnego zestawu reform. Ułatwienia dla przedsiębiorców, większa dostępność do chińskiego rynku dla firm z zagranicy oraz przekierowanie mocy krajowych przedsiębiorstw do wciąż niezagospodarowanych warstw odbiorców to tylko niektóre z nich. Wojna handlowa spowodowała hamowanie wzrostu chińskiego PKB, ale w dłuższym okresie pakiet reform, w szczególności z uruchomieniem dostępu do usług nowego typu dla mniej zamożnych obywateli (tzw. zatapianie konsumpcji) może przynieść zyski nowego rodzaju

Być może w nowej rzeczywistości bike sharing znajdzie swoje miejsce, ale i tak trzeba będzie ten segment rynku traktować z większym dystansem i rozwagą.

Źródło: sektor3-0.pl / Rafał Tomański
Nie ma jeszcze żadnego komentarza

Jeśli chcesz, skomentuj ten artykuł