Prawie połowa Polaków źle segreguje śmieci. Z czym mamy problem?

Choć tylko 3 proc. Polaków nie segreguje śmieci, aż 48 proc. nie umie segregować poprawnie. Jak wynika z badań, problem jest ogólnopolski i ogólnospołeczny.

Od 1 września 2020 roku obowiązuje ustawowy nakaz segregowania śmieci. Za nieprzestrzeganie tego prawa grożą konkretne kary. A jednak nie Polacy nie potrafią robić tego właściwie. Dlaczego?

Po latach edukowania społeczeństwa przez organizacje pozarządowe oraz administrację publiczną, selektywna zbiórka odpadów nie powinna nikomu sprawiać kłopotu. Tymczasem z badania przeprowadzonego przez Symetrię (polską agencję specjalizującą się w User Experience), jasno wynika, że tylko 52,35 proc. respondentów potrafi właściwie posegregować śmieci.

Już sama analiza wpisów na forach internetowych czy komentarzy pod artykułami na temat segregacji śmieci pokazuje, że problem nie jest błahy i wzbudza wiele emocji – w znacznej większości negatywnych. Co ciekawe jednak, internauci nie zastanawiają się, jak sprostać nałożonym wymaganiom, i nie dzielą się sprawdzonymi rozwiązaniami. Raczej przeważa wyrzucanie z siebie wzburzenia, dyskusje na temat sensowności nakazu segregowania śmieci oraz ewentualnej odpowiedzialności za brak wykonywania tego obowiązku.

„W Polsce w dalszym ciągu nie udało nam się zbudować fundamentów pod tak podstawowe działania proekologiczne, jak właśnie segregacja odpadów” – mówi Monika Banach z Symetrii.

Segregacja śmieci: Gdzie popełniono błąd?

Dlaczego tak się dzieje? Być może bliżej niezidentyfikowany błąd, którego poszukiwań nikt nie chce podjąć, tkwi w samych założeniach działań edukacyjnych, przez co stają się one nieskuteczne. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w 2020 roku konieczność segregacji odpadów wzbudza tyle negatywnych emocji?

Wbrew obiegowej opinii w Polakach nie brakuje chęci do działań na rzecz środowiska. Z przeprowadzonego badania wynika na przykład, że aż 83 proc. ankietowanych uważa, że wprowadzona ustawą obowiązkowa segregacja śmieci jest konieczna. 2/3 badanych segreguje śmieci nie ze względu na przepisy prawa, ale dlatego, że ma świadomość, iż ma to realny wpływ na środowisko naturalne. Obowiązek segregacji to powód numer dwa, na który wskazuje połowa badanych. Do braku jakiejkolwiek segregacji odpadów przyznaje się zaledwie 3 proc. respondentów.

86 proc. Polaków segreguje śmieci podczas wakacji, a w 82 proc. miejsc pracy prowadzona jest segregacja. Do tego połowa Polaków deklaruje korzystanie z proekologicznych rozwiązań. Wśród tych osób najpopularniejszymi rozwiązaniami są kolejno: rezygnacja z opakowań plastikowych (własne torby na zakupy, papierowe słomki, kupowanie warzyw luzem – 66 proc.), oszczędzanie wody (picie wody z kranu, zbieranie deszczówki, prysznic zamiast kąpieli – 56 proc.), oszczędzanie energii (panele słoneczne, energooszczędne żarówki i sprzęty, pompy ciepła – 45 proc.).

Problem Polaków: Trafić do właściwego kosza

Wszystko rozbija się jednak o świadomość tego, jakie odpady umieścić w jakim pojemniku. Jednym z zadań, z którymi musieli zmierzyć się badani, było odpowiednie przyporządkowanie następujących śmieci: odpadki z ryb, zużyta bateria, plastikowe zabawki, karton po soku, żarówka, opona od roweru, zakrętka od słoika, lustro, odchody kota, pojemnik po dezodorancie, butelka po piwie i kuchenka mikrofalowa, do odpowiednich pojemników na śmieci. W grupie ponad 500 ankietowanych odsetek poprawnych odpowiedzi wyniósł zaledwie 52,35 proc. Oznacza to, że działania edukacyjne jak dotąd idą na marne, bo trudno powiedzieć, że system segregacji działa w połowie sprawnie.

Jeśli przyjrzeć się konkretnym produktom, z którymi badani mieli problem, to najwięcej kłopotów z przyporządkowaniem do odpowiedniego śmietnika ankietowanym nastręczył pojemnik po dezodorancie. Zaledwie 14 proc. wskazało właściwie, gdzie powinien on trafić. Bardzo kłopotliwe okazało się też lustro (zaledwie 19 proc. poprawnych odpowiedzi), a na trzecim miejscu ex aequo znalazły się odchody kota i odpadki z ryb (po 33 proc. poprawnych odpowiedzi).

Wiedza niezależna od wieku i miejsca

Co ciekawe, sytuacja w całej Polsce wygląda jednakowo… przeciętnie. Co prawda da się zauważyć, że mieszkańcy mocniej zurbanizowanych obszarów wykazują się wyższym poziomem wiedzy na temat poprawnej segregacji śmieci w porównaniu z obszarami mniej zurbanizowanymi, jednak nie są to diametralne różnice. Do tego w największych miastach wyniki były bardzo przeciętne. Kobiety wykazują się lepszą wiedzą w zakresie segregacji odpadów niż mężczyźni. Zaś wiek nie ma żadnego wpływu na poziom tej wiedzy.

Stan wiedzy o segregowaniu śmieci nie zależy od miejsca zamieszkania, płci i wieku. Nie jest tak, że w działaniach edukacyjnych pominięte zostały jakieś obszary kraju, jakieś grupy społeczne czy wiekowe, do których należy dotrzeć z przekazem, którego wcześniej nie otrzymali. Problem jest ogólnopolski i ogólnospołeczny.

Nie śmietnik w internecie, tylko śmietnik plus internet

Badanie przeprowadzone przez Symetrię wykazało również, że działania na rzecz poprawy naszej świadomości w zakresie segregacji odpadów powinny koncentrować się w dwóch obszarach. Po pierwsze w internecie, gdyż stamtąd swoją wiedzę na temat tego, co wrzucić do którego pojemnika, czerpie 51 proc. badanych.

Drugim takim punktem jest zaś sam śmietnik i informacje zamieszczone na nim bądź przy nim. Tam – u źródła – swoją wiedzę powiększa 41 proc. ankietowanych. Oczekują oni, że na ten temat edukować będą ich firmy zajmujące się wywozem i utylizacją odpadów oraz wspólnoty mieszkaniowe.

Ciechanowska innowacja przyniosła efekty

Z problemem właściwej segregacji odpadów można dość skutecznie poradzić sobie, na przykład stawiając na innowacyjne rozwiązania. Tak zrobił mazowiecki Ciechanów. Na jednym z osiedli wprowadzono tam inteligentne śmietniki. Każde z mieszkań ma swój własny kod QR, którym otwiera (bezdotykowo – co ważne w czasie pandemii) pojemniki na odpady oraz znakuje swoje worki ze śmieciami. Pojemniki same monitorują poziom swojego zapełnienia i komunikują odpowiednim służbom, że najwyższy czas, aby zostały opróżnione. W efekcie mieszkańcy nie borykają się z problemem przepełnionych śmietników i ponoszą koszty wyłącznie utylizacji tych śmieci, które wytworzyli sami. Efekt? Odsetek mieszkańców, którzy segregują śmieci, z 10 proc. wzrósł do 90.

„Jak widać dobrze zaprojektowany system selektywnej zbiórki odpadów, który jest przyjazny dla mieszkańca, może zdziałać cuda. Kody QR wyeliminowały anonimowość, więc każdy z mieszkańców czuje się na równi odpowiedzialny za segregowanie śmieci. Uzależnianie kosztów od prowadzonej segregacji również wpłynęło na jej podjęcie przez lokatorów. Oczywiście osobną kwestią pozostaje, czy mieszkańcy właściwie segregują śmieci – na ten temat nie mamy żadnych informacji. Niemniej spojrzenie na sprawę śmieci nie z perspektywy ustawodawcy, urzędnika, firmy utylizacyjnej czy jakiejkolwiek innej, ale z punktu widzenia samego mieszkańca, i rozwiązanie jego problemów przyniosło świetny efekt” – komentuje Piotr Chwiedziewicz z Symetrii.

Źródło: Symetria; Wprost