Prawa autorskie dla wielu marketerów to odwieczna zagadka. Jak udostępniać treści w social media nie łamiąc przy tym prawa? Co i kiedy chronią prawa autorskie?

Nie będzie odkryciem Ameryki stwierdzenie, że osoby decydujące się na prowadzenie profesjonalnego profilu w mediach społecznościowych, powinny wypełniać go przede wszystkim rezultatami własnej twórczości. Tylko w ten sposób wyróżnią się na tle profili już istniejących i mają szansę zbudować wokół siebie zaangażowaną społeczność odbiorców, których raczej nie przyciągnie powielanie treści dostępnych gdzie indziej. Nie oznacza to oczywiście polegania w 100% na sobie, gdyż odpowiednio dobrane treści innych autorów, mogą stanowić ciekawe urozmaicenie i uzupełnienie własnego profilu. Kluczowe w tej materii jest zachowanie umiaru i korzystanie z cudzej twórczości wyłącznie w granicach prawa – wbrew pozorom, nie jest to wcale takie trudne i zazwyczaj nie wiąże się z dodatkowymi wydatkami.

KAMPANIA SPOŁECZNA

Utwory leżą na ulicy, czyli o domenie publicznej i wolnych licencjach [Prawa autorskie – osobiste i majątkowe]

Przegląd możliwości legalnego korzystania z dostępnych w sieci utworów należy rozpocząć od ważnej uwagi – opublikowanie danego dzieła w Internecie nie oznacza, że staje się ono własnością wszystkich jego użytkowników, którzy mogą robić z nim wszystko, co im się żywnie podoba.

Akt publikacji nie jest równoznaczny z przeniesieniem autorskich praw majątkowych lub udzieleniem licencji, wobec czego wyłączne prawo do decydowania o losie utworu i jego wykorzystaniu pozostaje przy twórcy. Można zatem z dużą pewnością stwierdzić, że większość utworów dostępnych w Internecie stanowi przedmiot czyichś praw autorskich.

Trzeba jednak zaznaczyć, że ochrona praw przysługujących twórcy nie jest niezmienna przez cały okres istnienia utworu.

Prawa autorskie dzielą się bowiem na osobiste i majątkowe, z których te pierwsze są nieograniczone czasowo i chronią osobistą więź twórcy z utworem (np. jako autor “Pana Tadeusza” zawsze będzie wskazywany Adam Mickiewicz), a drugie gwarantują mu wyłączność na czerpanie materialnych korzyści ze swojej twórczości (np. ze sprzedaży powieści w formie książkowej) przez cały okres jego życia.

Śmierć autora nie jest jednak równoznaczna z wygaśnięciem autorskich praw majątkowych, gdyż przechodzą one na jego spadkobierców i trwają jeszcze przez 70 lat. Dopiero po upływie tego okresu, opisywane prawa wygasają, a utwór staje się częścią domeny publicznej.

Prawa autorskie a domena publiczna i wolne licencje

Domena publiczna jako taka obejmuje swoim zasięgiem bardzo szeroką gamę utworów powstałych w przeszłości (m.in. obrazy, utwory muzyczne, teksty literackie, zdjęcia, filmy). Z uwagi na fakt wygaśnięcia chroniących je autorskich praw majątkowych, każdy może wykorzystywać je w dowolny sposób (np. poprzez tworzenie przeróbek), w tym także w celach komercyjnych.

Co ważne, jeżeli w wyniku takiego korzystania powstanie utwór zależny (opracowanie), chroniące go autorskie prawa majątkowe będą przysługiwały jego twórcy niezależnie od prawnoautorskiej ochrony oryginału.

Jako przykład takiego utworu można wskazać współczesny obraz „L.H.O.O.Q.” (znany szerzej jako “Mona Lisa z wąsami”) autorstwa Marcela Duchampa, będący opracowaniem klasycznego obrazu Leonarda da Vinci. Mimo iż oryginalna “Mona Lisa” od dawna znajduje się w domenie publicznej, autorskie prawa majątkowe do jej przeróbki wygasną dopiero za wiele lat.

Z uwagi na fakt, że korzystanie z utworów należących do domeny publicznej przyjmuje najczęściej postać korzystania z przedstawiających je zdjęć, warto rozważyć, czy w takim przypadku przeszkodą mogłyby być prawa autorskie przysługujące fotografom.

Przede wszystkim należy stwierdzić, że nie każda fotografia jest utworem i aby zostać za takowy uznana, musi spełniać wymogi określone w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych (m.in. twórczy i indywidualny charakter).

Oznacza to, że fotografia wykonana wyłącznie w celu wiernego odtworzenia oryginału, bez dodatkowego wkładu twórczego (np. obróbki graficznej, doboru nieoczywistej perspektywy), nie będzie utworem podlegającym ochronie prawnej.

Przy dokonywaniu oceny danej fotografii, przydatny może okazać się tzw. test statystycznej jednorazowości, polegający na rozważeniu, czy przypadkowa osoba znajdująca się w podobnych warunkach i dysponująca podobnymi narzędziami co autor (np. aparatem cyfrowym) byłaby w stanie osiągnąć taki sam lub bardzo zbliżony efekt. Jeżeli tak, z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że nie mamy do czynienia z utworem.

Korzystając z utworów znajdujących się w domenie publicznej należy pamiętać o chroniących je autorskich prawach osobistych, które nigdy nie wygasają.

W przypadku opublikowania takiego utworu lub jego przeróbki na własnym profilu, konieczne jest wskazanie autora oryginału oraz jego źródła.

W przypadku korzystania ze zdjęć przedstawiających utwór, które same utworami nie są, warto (w dowód uznania jego pracy) dodać także informację o twórcy i źródle fotografii.

Choć utwory pochodzące z domeny publicznej można z powodzeniem wykorzystywać jako urozmaicenie własnej internetowej twórczości (np. poprzez tworzenie memów na podstawie klasycznych obrazów), ich niewątpliwą wadą jest wiek i mniejsza siła przebicia, niż w przypadku utworów stworzonych z wykorzystaniem najnowszych zdobyczy techniki (np. za pomocą grafiki komputerowej).

W sieci można jednak odnaleźć wiele współczesnych dzieł, których twórcy świadomie postanowili podzielić się nimi z resztą internautów poprzez udostępnienie ich na podstawie wolnej lub “częściowo wolnej” licencji.

Prawa autorskie – wolne licencje i domena publiczna a regulacje prawne

Podobnie jak domena publiczna, pojęcie wolnej licencji nie zostało prawnie uregulowane.

Zgodnie przyjmuje się jednak, że jest to upoważnienie udzielone przez twórcę nieokreślonej z góry liczbie osób, obejmujące:

  • bezpłatne korzystanie z utworu na zasadzie niewyłączności (żaden użytkownik nie może zabronić korzystania innym użytkownikom);
  • bezpłatne tworzenie i korzystanie z jego opracowań (przeróbek).

Jedynymi ograniczeniami, jakie może zawierać wolna licencja są:

  • klauzula uznania autorstwa – jeżeli zostanie zastrzeżona, użytkownik ma obowiązek oznaczyć autora utworu za każdym razem, gdy publikuje jego utwór albo jego samodzielnie wykonaną przeróbkę (uwaga – w Polsce taki obowiązek wynika wprost z przepisów prawa i wiąże nawet w przypadku braku zastrzeżenia uznania autorstwa);
  • klauzula copyleft (“rozpowszechnienie na tych samych warunkach”) – jeżeli zostanie zastrzeżona, użytkownik, który stworzył przeróbkę utworu i ją rozpowszechnił, ma obowiązek uczynić to na takich samych zasadach, na jakich został rozpowszechniony oryginał (przykładowo, jeżeli twórca oryginału zezwolił na jego eksploatację w celach komercyjnych, użytkownik musi dopuścić to samo w stosunku do swojej przeróbki).

W przypadku gdy licencja zawiera więcej ograniczeń niż dwa powyższe (np. zakaz tworzenia utworów zależnych), nie jest “wolną licencją” w sensie ścisłym.

Mimo to, taka licencja (dla uproszczenia określona w artykule mianem “częściowo wolnej”) zazwyczaj nadal pozostaje atrakcyjną opcją i umożliwia bezpłatne wykorzystanie utworu w ramach prowadzonego profilu (ze względu na dużą różnorodność warunków licencyjnych, należy każdorazowo zapoznać się z nimi przed rozpoczęciem korzystania).

Najczęściej spotykanymi licencjami, które dedykowane są dzieleniu się własną twórczością w Internecie, są licencje stworzone przez organizację Creative Commons.

W zależności od potrzeb, autor może udostępnić swój utwór a podstawie jednej z 6 podstawowych licencji, z których tylko dwie (CC SA i CC SA-BY) są “wolne” w sensie ścisłym (teksty wszystkich licencji dostępne są na stronie organizacji).

Licencja CC0 a prawa autorskie

Wyróżnia się także licencję CC0, która w założeniu ma być równoznaczna z przekazaniem utworu do domeny publicznej (na wypadek, gdyby w danym kraju nie było to możliwe – jak np. w Polsce – tekst licencji zawiera notę o udzieleniu najszerszej prawnie dopuszczalnej licencji).

Prawidłowe udostępnianie cudzej twórczości na podstawie jednej z licencji CC lub jej podobnej wymaga każdorazowego podania (oprócz autora i źródła oryginału) nazwy licencji oraz linku do jej pełnej treści.

Profesjonalny internetowy twórca powinien nie tylko sprawnie korzystać z cudzych treści udostępnionych na podstawie “wolnych” lub “częściowo wolnych” licencji, ale też odpowiednio licencjonować (lub zastrzegać) własną twórczość. W tym celu może oczywiście korzystać z gotowych wzorów licencji, lecz nic nie stoi na przeszkodzie w stworzeniu swoich własnych, oryginalnych warunków korzystania.

Czasem trzeba uzyskać licencję …

Choć Internet jest pełen utworów znajdujących się w domenie publicznej lub udostępnionych na “wolnych” lub “częściowo wolnych”, w pewnych przypadkach mogą okazać się one niewystarczające. Internetowemu twórcy nie pozostaje wtedy nic innego, jak uzyskanie licencji bezpośrednio od twórcy.

Wbrew pozorom nie jest konieczne dopełnienie w tym celu wielu formalności, a często nawet uiszczenie opłaty.

Przepisy prawa autorskiego wymagają (pod rygorem nieważności czynności prawnej) zachowania formy szczególnej (pisemnej) w odniesieniu do umów przenoszących autorskie prawa majątkowe oraz licencji wyłącznych (upoważniających do korzystania z utworu wyłącznie określonego licencjobiorcę).

Do udostępniania cudzych treści w social mediach (np. wklejenie skopiowanego tekstu do własnego posta lub dodanie do niego zdjęcia innego twórcy) w zupełności wystarczy jednak licencja niewyłączna, której można udzielić w dowolnej formie (ustnie, w mailu lub przez komunikator internetowy).

Co ważne, nie trzeba posługiwać się przy tym językiem prawniczym – wystarczy, by twórca wyraźnie zgodził na wykorzystanie utworu w określony sposób (np. udostępnienie na profilu).

Jedynym stawianym przez niego warunkiem jest niejednokrotnie oznaczenie go jako autora (co i tak wynika z przepisów prawa), gdyż w jego interesie leży przede wszystkim jak najszersze rozpowszechnienie utworu (dotyczy to zwłaszcza tych twórców, którzy dopiero budują swoją rozpoznawalność).

Opisanego wyżej nastawienia w żadnym wypadku nie należy domniemywać z góry i korzystać z cudzej twórczości bez wcześniejszego uzyskania zgody! Takie postępowanie nie tylko narusza prawa twórcy, lecz jest także wyrazem braku szacunku dla jego pracy.

… a czasem nie

Prawa autorskie a funkcja “Udostępnij”

Wyjątkiem od konieczności uzyskiwania zgody na udostępnienie cudzej treści jest sytuacja, w której takie udostępnienie następuje przy użyciu dedykowanej temu funkcji serwisu. Mowa tutaj o opcje “udostępnij” na portalach: Facebook i LinkedIn oraz “podaj dalej” na Twitterze.

W powyższych przypadkach, prawną podstawą udostępniania jest licencja udzielona serwisowi przez autora danej treści (jej warunki określa najczęściej regulamin, który musi zaakceptować każdy użytkownik).

Z reguły obejmuje ona możliwość wykorzystywania opublikowanych na profilu materiałów w ramach usług świadczonych przez serwis, obejmujących także funkcjonalność “udostępnij”, z której mogą korzystać inni użytkownicy (chyba, że nie pozwalają na to ustawienia prywatności).

Jeżeli zatem użytkownik profilu na Facebooku zechce udostępnić u siebie zdjęcie wrzucone na profil innego użytkownika, będzie mógł to uczynić w pełni legalnie za pomocą przycisku „udostępnij”, nawet bez pytania o zgodę.

Należy pamiętać, że opisane powyżej udostępnianie jest zgodne z prawem jedynie wtedy, gdy jest dokonywane za pomocą funkcjonalności serwisu!

Udostępnianie zdjęć (i nie tylko) na Facebooku a prawa autorskie – naruszenia

Niedopuszczalne jest “przeklejanie” cudzych postów lub pobieranie i wygrywanie cudzych zdjęć/grafik na własny profil (do tego potrzebna jest licencja opisana we wcześniejszym akapicie).

Przy udostępnianiu za pomocą opcji „udostępnij” należy również pamiętać o tym, czy przypadkiem nie naruszamy praw samego twórcy do zarobku z tytułu takiego dalszego rozpowszechniania utworu (co może być podnoszone, dyskusyjne czy skutecznie) oraz z pewnością, gdy widnieje np. wizerunek jakiejś osoby, czy nie naruszamy jej dóbr osobistych.

Innym sposobem udostępniania cudzych treści bez konieczności uzyskiwania licencji, jest publikowanie prowadzących do nich hiperłączy (linków).

W przypadku, gdy przekierowują one klikającą w nie osobę do treści dostępnych publicznie dla wszystkich użytkowników Internetu, nie można mówić o naruszeniu jakichkolwiek praw ich twórcy (nie dochodzi bowiem do udostępnienia treści odbiorcom, którzy wcześniej nie mieli do niej dostępu).

Naruszenie tych praw może pojawić się wtedy, gdy kliknięcie w link umożliwia dostęp do treści niedostępnej dla internautów, którzy linka nie posiadają (np. dostępnej jedynie po uiszczeniu opłaty) lub gdy prowadzi on do treści opublikowanej nielegalnie, np. pirackiego filmu (aby jednak doszło do złamania prawa, linkujący musi być świadomy nielegalności źródła. Jeżeli nie miał takiej wiedzy, nie grożą mu żadne konsekwencje).

Co grozi za bezprawne udostępnianie cudzej twórczości?

Opublikowanie na własnym profilu cudzego utworu bez stosownej podstawy prawnej w pierwszej kolejności narusza osobiste i majątkowe prawa autorskie przysługujące jego twórcy.

O ile naruszenia tych pierwszych można uniknąć poprzez prawidłowe oznaczenie autorstwa utworu, o tyle przed naruszeniem drugich można obronić się jedynie ich wygaśnięciem lub posiadaniem licencji.

Niekiedy w grę wchodzi także powołanie się na prawo cytatu, lecz jest ono obwarowane licznymi warunkami, w tym koniecznością włączenia cudzego dzieła do własnego utworu (post czy nawet cały profil w danym serwisie przeważnie nim nie jest).

W razie naruszenia autorskich praw majątkowych, twórcy przysługuje m.in. roszczenie o zaniechanie dalszych naruszeń (czyli najczęściej usunięcie z profilu udostępnionych treści) oraz roszczenie odszkodowawcze (jego wysokość zależy od okoliczności danego przypadku). Dodatkowo, jeżeli udostępniony utwór zawiera wizerunek danej osoby (niekoniecznie musi być to twórca), może wysunąć ona analogiczne roszczenia.

Rygorystycznie do naruszeń praw autorskich podchodzą z reguły operatorzy serwisów społecznościowych, którzy często oferują specjalną funkcjonalność służącą do ich zgłaszania.

Uwzględnienie takiego zgłoszenia wiąże się najczęściej z usunięciem nielegalnie udostępnionych treści, a w poważnych przypadkach – blokadą lub usunięciem całego konta.

Niezależnie od opisanych wyżej konsekwencji, przywłaszczanie sobie rezultatów cudzej twórczości działa destrukcyjnie na reputację osoby, która się tego dopuszcza.

Raz przyczepionej łatki “pirata”/“plagiatora” bardzo trudno się pozbyć, co może trwale zniweczyć możliwość osiągnięcia w social mediach jakichkolwiek sukcesów. Z tego względu, może być to “kara” znacznie bardziej dotkliwa niż kilkudniowy “ban” lub konieczność zapłaty odszkodowania.

Prawa autorskie w internecie – podsumowanie

Chociaż naruszenia praw autorskich są w social mediach stosunkowo często spotykane i tolerowane przez niemałą liczbę ich użytkowników, w żadnym wypadku nie zmniejsza to ich naganności.

Zważywszy, że istnieje wiele sposobów na legalne i bezpłatne korzystanie z cudzej twórczości, profesjonalny internetowy twórca nie może usprawiedliwiać plagiatu brakiem środków lub argumentem, że “wszyscy tak robią”. Powinien on przede wszystkim polegać na własnych możliwościach, a z cudzych utworów z umiarem i wyłącznie w granicach prawa.

Autorami artykułu są Arkadiusz Szczudło oraz Konrad Cichoń z kancelarii Snażyk Korol Mordaka
Dla dziecka - zobacz na Ceneo
Nie ma jeszcze żadnego komentarza

Dodaj komentarz