Niewolnicy przekazów

Radomskich polityków można podzielić według kryteriów zanudzania. Najniżej w hierarchii są ci, którzy uprawiają tak zwane przekazy dnia. Gdy polityk kłamie, nie mają skrupułów. Często też niezadowolony z pytań polityk potrafi zarzucać im stronniczość. O kulisach rozmów z radomskimi politykami opowiadają Aneta Pieńkowska z Radia Radom i Łukasz Molenda z Radia Rekord.

Poranki w poważnych stacjach radiowych wypełnione są wywiadami z politykami. Kiedy słuchacze piją swoją pierwszą poranną kawę lub dojeżdżają do pracy, dziennikarze są już dawno po swojej “prasówce”, czyli przejrzeniu najświeższych wiadomości i opinii. Zanim rozmówca dojedzie do studia, mają już ułożony swój plan na wywiad.

Polityków z kolei można podzielić według etyki przekonań. Łączy ich jedno – bez mediów, wywiadów, rozmów i konferencji prasowych nie istnieją w świadomości mieszkańców miasta. Wszystkim zależy, aby wypaść dobrze. Czasem aż za dobrze. Od tego zależy ich popularność i popularność ugrupowania, które reprezentują. Często mówi się, że politycy na czas rozmowy przybierają maski. Nie zawsze są one sympatyczniejsze od prawdziwej twarzy polityka, przyznaje Łukasz Molenda: “Ile jest teatru w rozmowie? Sporo. Najciekawsze rozmowy odbywają się poza anteną, zanim rozmówcy założą swoje maski. Na pewno, gdyby słuchacze mogli ich wówczas posłuchać, wzbudzaliby więcej sympatii wśród swoich przeciwników”. Potwierdza to Aneta Pieńkowska: “Chyba nikogo nie zaskoczy fakt, że to co politycy mówią przed rozmową na “offie” i potem na antenie różni się od siebie. Poza tym wielu polityków używa już argumentów i sloganów, które dobrze znamy z mediów ogólnopolskich. Wtedy jest to pewnego rodzaju teatr”.

Gra iluzji

A teatr to często gra iluzji. Aktywni politycy zaczynają odgrywać swoje role, za które niekoniecznie otrzymaliby jako aktorzy Oscara. Jedni zaczynają kluczyć, są tacy, którzy używają też wulgaryzmów. Łukasz Molenda wprost przyznaje, że słowa powszechnie uznane za niecenzuralne padły na antenie. Jest też zdziwiony, że politykom z dużym stażem udaje się też powiedzieć o jedno zdanie za dużo: “Starają się wówczas zbudować wokół tych słów zasłonę dymną i jeszcze bardziej brną w pokrętne tłumaczenia”. I jak dodaje: “Prawda jest brutalna. Jak ktoś nie ma nic do powiedzenia poza partyjnym przekazem dnia, a jego jedyną motywacją jest to, że chce się pokazać, żeby ludzie o nim nie zapomnieli przy wyborach, to ciekawego wywiadu być nie może”.

Łukasz Molenda. Foto: cozadzien.pl

Aneta Pieńkowska w mediach pracuje już 8 lat. Większość czasu była reporterką. Z mikrofonem w ręku relacjonowała wydarzenia polityczne, tworzyła wiadomości z konferencji prasowych czy też śledziła i wyjaśniała ważne dla mieszkańców sprawy społeczne. Dzisiaj ułatwia jej to prowadzenie wywiadu. “Staram się być na bieżąco z tym co dzieje się w mieście. Przez 8 lat byłam reporterką i relacjonowałam wiele wydarzeń, które działy się w mieście i regionie, co bardzo pomaga. Można wtedy przypomnieć jakie poglądy miał wówczas polityk i jakie ma teraz. Wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” – opowiada Pieńkowska.

Sposoby na politycznego Pinokia

I to wieloletnie doświadczenie procentuje. Bo często zdarza się, że politycy nie odpowiadają wprost na pytania. Dwoją się i troją, starając się przekierować rozmowę na inne tory. Dlatego nie dziwi chyba nikogo już, że w opinii publicznej ranga polityków jest tak niska. Dziennikarze bowiem nie są od tego, aby przed jednym czy drugim politykiem, niezależnie od rangi, czy to jest minister, poseł, radny czy szef struktur klękać, nie oceniać go, nie krytykować czy nie zadawać kłopotliwych pytań. Media informacyjne to nie tabloidy, gdzie można zrobić “ustawkę” z wywiadu.

Aneta Pieńkowska. Foto: Radio Radom

Każdy dobry dziennikarz ma swoje sposoby na “kluczących” polityków. Wszystkich nie chcą zdradzić, wiedzą, że politycy to skrzętnie wykorzystają w kolejnych rozmowach. Łukasz Molenda przyznaje też, że żaden sposób nie jest w stu procentach skuteczny: “Pytanie zadaję do skutku i staram się pokazać widzom i słuchaczom, że polityk ściemnia, unika odpowiedzi. Oczywiście w tej grze jestem na przegranej pozycji, bo można grać na czas a ja mam tylko 12 minut, ale w polityce jest zazwyczaj tak, że brak odpowiedzi jest już jakąś odpowiedzią i staram się, aby odbiorcy to dostrzegali”.

Taką strategię ma również Aneta Pieńkowska: “Pytam do skutku. Uciekanie od niewygodnych pytań to norma. Wielu polityków stosuje zasadę “To nie my , to oni” i oskarża stronę przeciwną. Pytam wtedy jaka jest jego recepta na dany problem. Jak go rozwiązać. Ocena stanu faktycznego i atakowanie swoich politycznych adwersarzy przychodzi łatwo. Pytam wtedy o konkretne rozwiązania, a nie o szukanie winnych”.

Czego oczekujemy jako obywatele od polityków? Prawdomówności. O tym mówi wiele badań społecznych. Z drugiej strony, co stanowi dysonans, chcemy żyć marzeniami, które urzeczywistnić się mają dzięki słowom polityków. Zatem bardzo często politykowi trudno być prawdomównym, ponieważ wypowiada się o trudnych prawdach społecznych i silnie uzależniony jest od własnej popularności. Prawda wielu polityków kosztowała już karierę polityczną a partie przegrane wybory. Dlatego też na głoszenie niepopularnych poglądów stać tylko polityków z silną pozycją.

Ile razy, jako słuchacze podnosiliście wzrok i pomyśleliście o polityku, który udzielał wywiadu “co on bredzi” lub “ale kłamie”? Dziennikarze również to dostrzegają. I często dają to odczuć rozmówcy, jak przyznaje Łukasz Molenda: “Werbalnie rzadziej zarzucam moim rozmówcom kłamstwo, ale koledzy realizatorzy mówią, że moja mina podczas wywiadu mówi wszystko”. Aneta Pieńkowska przechodzi w takich przypadkach do ofensywy. Dopytuje polityka, zadaje kolejne pytania, a w konsekwencji wielokrotnie już usłyszała, że jest stronnicza: “Zdarza się, że polityk mówi nieprawdę, wtedy najczęściej kontruje. Czasem rozmówcy robią to nieświadomie, ale bywa też, że celowo wprowadzają słuchaczy w błąd. Całe szczęście, że słuchacze “Mocnej Rozmowy” to ludzie inteligentni i sami potrafią wyciągać wnioski. Często kończę wywiad słowami “Zobaczymy jak będzie” i często to przyszłość najlepiej weryfikuje wypowiedzi polityków. Staram się też wchodzić w buty adwokata diabła i przytaczam argumenty drugiej strony. Często wtedy pada zarzut, że jestem czyimś rzecznikiem, co tak naprawdę bardzo mnie bawi”.

Przyciśnięty polityk potrafi też powiedzieć coś, co zaskakuje również weteranów dziennikarstwa. “Kiedyś polityk przed wyborami na pytania o kolejki w radomskich szpitalach odpowiedział, że w warszawskich szpitalach kolejek nie ma i radomianie mogą się tam leczyć. Trochę mnie to zdziwiło, bo trudno sobie wyobrazić radomskich seniorów tłumnie szturmujących warszawskie szpitale. Inny z moich gości opowiadał o właściwościach leczniczych konopi, które jego zdaniem powinny być hodowane w każdym ogródku. Ciekawy postulat” – opowiada Aneta Pieńkowska.

O czym bedziemy rozmawiali?

Nie jest też tak, że politycy nie znają wcześniej głównych zagadnień rozmowy. Dziennikarze poszczególnych mediów również rywalizują ze sobą, chcąc w swoich wywiadach pokazać to “coś”, czego nie ma w innych. Dlatego pozwalają politykom się przygotować, zebrać odpowiednie dane czy informacje. Ale oboje cenią tych polityków, którzy o to nie pytają. “Dobry polityk nie pyta” – mówi Łukasz Molenda. Aneta Pieńkowska dodaje: “Konkretne pytania to moja słodka tajemnica. Są też tacy, którzy przychodzą i są pewni, że będą pytani o sprawy bieżące – na które sami chcą mówić. Warto ich wtedy wybić z tropu”.

Łukasz Molenda. Foto: cozadzien.pl

A dobry wywiad, zdaniem naszych rozmówców, to po prostu dynamiczna rozmowa. Pierwszymi recenzentami są koledzy z redakcji i technicy realizujący program na żywo. Kolejny etap oceny – to reakcje w mediach społecznościowych i telefony, często od znajomych, zdarza się, że i od konkurencji politycznej.

Zdaniem Łukasza Molendy: “Udany wywiad to taki, który jest dynamiczny, w którym pytania doczekują się błyskotliwych i rzeczowych odpowiedzi, a między rozmówcami prowadzony jest swoisty pojedynek – jak w tenisie stołowym. Moimi pierwszymi recenzentami są koledzy w redakcji. Oni są już znieczuleni na partyjną nowomowę, więc jeśli oni chwalą to znaczy, że było ciekawie. Zdarzają się też reakcje w mediach społecznościowych, czasem moje wywiady są cytowane – szkoda, że nie zawsze z podaniem źródła. Generalnie uważam, że rozmowy muszą być zróżnicowane. Gdyby wszystkie były równie emocjonujące, format szybko wypaliłby się. Czasem już wstając od stołu po zakończonej audycji wiem, że była dobra, rzeczywiście interesowało i zaskakiwało mnie to, o czym mówił mój rozmówca. Zdarza się także, że jestem zawiedziony albo znudzony. Taka praca”.

Wpadki dziennikarzy

Dziennikarze, choć są recenzentami polityków, to jednak również popełniają wpadki. I nie ukrywają ich. Opowiadają raczej o nich w formie anegdot, z dużym dystansem. Dylematu czy je ukryć, czy nie, nie mają. Trzeba pamiętać, że wiele programów transmitowanych jest na żywo, co sprawia, że baza z wpadkami stale się poszerza.

Aneta Pieńkowska na szybko przypomina sobie, że zapytała polityka o działalność instytucji, której pracy nie nadzorował. „Więcej grzechów nie pamiętam…” – mówi z uśmiechem.

Łukasz Molenda z rozbrajającym błyskiem w oku opowiada za to: “Pamiętam, że raz zapomniałem imienia i nazwiska jednego z moich gości, którego dobrze z resztą znam i wielokrotnie był moim rozmówcą. Co gorsza, to był koniec programu i trzeba było go ponownie przedstawić. Długo kluczyłem, żeby mówić do niego tak, aby nie trzeba go było wywołać z imienia i nazwiska. Druga taka mini wpadka – zdaje się niezauważona, była wówczas, kiedy moja rozmówczyni postanowiła rubasznie zażartować w momencie, kiedy szła już czołówka programu. Oczywiście ciężko było mi powstrzymać się od śmiechu witając się z telewidzami i radiosłuchaczami. Ugotowała mnie. Moi rozmówcy także mieli trochę wpadek, lapsusów, ale najbardziej w pamięci utkwiły mi ich przygotowane z większą czy mniejszą finezją prowokacje”.

Ulubieni politycy

Dziennikarze mają też swoich ulubionych rozmówców. Ale nie wynika to z sympatii politycznych, których na antenie muszą unikać. Raczej z tego, że z niektórymi rozmawia się bardziej merytorycznie. Łukasz Molenda nie chce zdradzić nazwisk. Twierdzi, że “reszta się obrazi”. Aneta Pieńkowska z kolei wymienia emerytowanych polityków: “Byli politycy, bo oni już nie muszą się starać by dobrze wypaść przed szefami swoich partii. Poza tym lubię rozmawiać z osobami , które są pasjonatami w swojej dziedzinie. Przychodzą do studia i z błyskiem w oku mówią o socjologii, psychologii, bezpieczeństwie, ekonomii czy ochronie zdrowia. Wtedy padają fakty i konkretne dane, liczby i analizy. Z takich rozmów jestem szczególnie zadowolona”.

Aneta Pieńkowska. Foto: Radio Radom

Łukasz Molenda wprost mówi, że politycy potrafią emanować, czego nie ukrywają, niechęcią do dziennikarzy: “Niewielu polityków potrafi z godnością znosić lanie na antenie. Czasem – jak to mówią Korwinowcy – dochodzi do samozaorania, i też – my ludzie mediów – jesteśmy temu winni. Jeden z moich politycznych rozmówców obrażony był na mnie ponad rok”.

Stąd też dylematy przed mikrofonem. Często, tak jak słuchacze, chcieliby wprost wygłosić własny pogląd, ale prowadzenie wywiadu na to nie pozwala. To słuchacz i widz musi sobie wyrobić zdanie, pogląd – oni, poprzez pytania, to umożliwiają. Tego braku możliwości wygłoszenia poglądu przez siebie żałuje Łukasz Molenda. Z kolei Aneta Pieńkowska często, pomiędzy jednym a drugim pytaniem, zastanawia się, czy przerywać rozgadanym politykom w pół słowa. Bo przecież tyle tematów jeszcze trzeba poruszyć…

Uzależnienie

Czy dziennikarze są uzależnieni od politycznych wywiadów? Po latach już nie. Podchodzą do nich chłodno, bardziej ekscytują się nimi politycy. Rywalizują bowiem nie tylko o wyborcę, ale też między sobą, w ramach jednego ugrupowania.

Łukasz Molenda łapie się jednak na tym, że zadaje zbyt wiele pytań osobom, które dopiero poznaje: “Odkąd zacząłem tę pracę podobno inaczej traktuję nowo poznane osoby. Niektórzy się złoszczą, że ich nawet przesłuchuję. I rzeczywiście – mam tendencję do ciągłego zadawania pytań. Nawet niektóre swoje myśli artykułuję za pomocą pytań”.

18 komentarzy
  1. Łukasz Molenda łapie się jednak na tym, że zadaje zbyt wiele pytań osobom, które dopiero poznaje. Najczęściej to pytanie może brzmieć: a ty po której stronie jesteś. to Cię zaproszę 🙂

  2. Że to niby tak wygląda, to nie spodziewałbym się. Obstawiałam, że choć w naszych mediach potrafią się zachować. Przyznam, nie wiedziałam, bo nie słucham wywiadów w Radiu Radom i Radiu Rekord. Ale może od teraz zacznę

  3. Słucham obu. Oglądam na fejsie. Fakt, wielu gości można byłoby nie zapraszać. Powtarzają jak mantrę przekaz dnia. Dotyczy każdej partii.

Jeśli chcesz, skomentuj ten artykuł