, Niemiecka prasa: kto porywa się na dzieci, ten jest przestępcą, OK!magazyn

Podczas gdy w Polsce trwa dysusja o wywołana informacją o tym, że prezydent Andrzej Duda ułaskawił pedofila, w niemieckiej prasie przetacza się dyskusja o planowanym zaostrzeniu kar za pedofilię.

Jak podaje Deutsche Welle tematem zajęły się największe dzienniki w kraju.

Dziennik “Sueddeutsche Zeitung” zauważa: mężczyźni, którzy stosują seksualną przemoc wobec dzieci, na zewnątrz stwarzają pozory normalności. Dziesiątki tysięcy osób mogły już kupić, wyprodukować czy wymienić się filmami ze scenami gwałcenia dzieci, pochodzące od pedofilskiej grupy z Bergisch-Gladbach. Śledztwo prowadzone przez policję kolejny raz potwierdza, że wykorzystywanie seksualne nie jest problemem marginalnym, lecz dotyczy całego społeczeństwa.

Dlatego minister sprawiedliwości Christine Lambrecht chce wprowadzić surowsze kary za seksualną przemoc wobec nieletnich; także rozpowszechnianie i posiadanie filmów pokazujących gwałt ma zostać uznane za przestępstwo. Słusznie – państwo pokazuje, że bierze na poważnie przestępstwa, które wymiar sprawiedliwości o wiele za długo traktował zbyt łagodnie.

Ale i zagrożenie karą ma swoje granice. Nie zapobiega ono błędom w urzędach ds. młodzieży, w sądach, na policji. Nie jest w stanie usunąć ignorancji władz wobec cierpień i bezsilności dzieci. Potrzebna jest nowa kultura uwagi, lepsza współpraca urzędów, policji i wymiaru sprawiedliwości, potrzebna jest odwaga, by w razie grożącego niebezpieczeństwa zabrać dziecko z rodziny. Potrzebna jest pomoc dla straumatyzowanych dzieci i mężczyzn, którzy nie chcą stać się sprawcami. Jeszcze pilniejsze od sankcji karnych byłoby wypracowanie koncepcji ochronnej. Dzieci nie są w stanie obronić się same”.

„Sprawcy nie tylko czują się bezpiecznie. Oni są bezpieczni. Bo śledczy nie mają jak dotrzeć do ich danych” – pisze z kolei dziennik “Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Tutaj oczywiście trzeba się zdecydować, czy walka przeciwko przemocy wobec dzieci jest ważniejsza od ochrony danych osobowych czy nie? Trzeba to zrobić tak, by zadośćuczynić prawu do ochrony danych, a pomimo to rzucić światło w ciemne zakątki sieci. Trzeba na nowo pomyśleć o retencji danych, a także na temat tego negatywnie kojarzonego pojęcia. Wykorzystać wszystkie instrumenty – to brzmi dobrze. Ale nie taka jest intencja. Od dłuższego już czasu mamy tutaj do czynienia z narastającą obojętnością wobec przemocy na dzieciach w rzekomo postępowych środowiskach, które wzbraniają się przed nazywaniem rzeczy po imieniu, nie mówiąc już o ich ściganiu. Na to teraz nadszedł czas”.

Temat ten zajmuje także prasę regionalną. Na przykład dziennik “Neue Presse” (Coburg) stwierdza, że prawo karne jest ostatnim środkiem. Surowe stosowanie prawa jest w tym przypadku uzasadnione. Coraz prostsza i bardziej dostępna technika, która umożliwia nagrywanie filmów o wysokiej rozdzielczości za pomocą smartfonów i łatwe rozpowszechnianie ich w mediach społecznościowych usuwa hamulce. Dlatego ważne jest, że prawodawca wyznacza jasne granice. Zjawisko to jednak nie zniknie, jeśli nie uda się uświadomić społeczeństwu gdzie przekracza się granice wyznaczane przez godność człowieka. Potrzebny do tego jest nie tylko wymiar sprawiedliwości, ale i dom rodzinny i szkoła, a także – media”.

Dziennik “Neue Osnabruecker Zeitung” pisze, że “nawoływanie do surowszych kar często jest politycznym odruchem, by odwrócić uwagę od właściwych zadań. Mając na uwadze serię obrzydliwej seksualnej przemocy wobec dzieci słusznym jest, że minister sprawiedliwości Christine Lambrecht zmieniła zdanie i sprawców chce na dłużej wysyłać za kratki. Kto porywa się na dzieci, ten jest przestępcą. Kto znajduje upodobanie w nagraniach seksualnej przemocy, rozpowszechnia zdjęcia i filmy nie powinien mieć szansy, by zostać potraktowany łagodnie”.

Szokująco powszednia: przemoc seksualna wobec dzieci

Przestępstwa seksualne, których ofiarami są dzieci, nie są niczym nowym. Mimo to szokuje wymiar kolejnych, ujawnionych właśnie przypadków w Niemczech – donisli w czerwcu dziennikarze Deusche Welle.

Staufen, Luegde, Bergisch-Gladbach – i teraz Muenster. To tylko kilka miast w Niemczech, z którymi kojarzą się ujawnione w ostatnich dwóch latach przypadki przestępstw na tle seksualnym, których ofiarami były dzieci. Przestępstw, które pokazują, że wykorzystywanie seksualne dzieci jest szokująco powszechne. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje liczbę małych ofiar w Niemczech na milion – statystycznie to jedno lub dwoje dzieci w każdej klasie szkolnej, które muszą przeżyć przemoc na tle seksualnym. Tylko ułamek tej przemocy wychodzi na światło dzienne.

“Nieujawniona liczba tych przestępstw jest duża” – mówi Joachim Schneider, dyrektor programu “Prewencja kryminalna policji”. Wstyd, strach, lojalność ofiar w stosunku do sprawcy czy najzwyczajniej nieuzasadniona beztroska otoczenia, że zgłoszenie “złych przeczuć” może być zrozumiane jako donosicielstwo, ciągle jeszcze utrudniają wykrycie na czas nadużyć seksualnych wobec dzieci. “Prewencja potrzebuje po prostu czasu, by temat przestawał być tabu” – tłumaczy Schneider.

Tymczasem trzymanie ręki na pulsie pomaga, jest przekonana terapeutka Ursula Enders, szefowa “Zartbitter”, kolońskiej placówki ds. walki z wykorzystywaniem seksualnym dzieci. Wykrywanie teraz tylu przypadków tego typu przestępstw tłumaczy większymi możliwościami, jakimi dysponują śledczy, choćby ścigania sprawców w Internecie. Przy czym, jak zaznacza Enders, pornografia dziecięca nie jest wynalazkiem Internetu, nawet, jeżeli jego możliwości doprowadziły do wzrostu tej przestępczości.

Zataczający coraz szersze kręgi “koszmar z Muenster”, którego ofiarą padło co najmniej trzech chłopców (5, 10 i 12 lat), wstrząsnął Niemcami. Szokujące są z jednej strony rozmiary przestępstwa z jego profesjonalnymi strukturami, wyposażeniem technicznym i liczbą dorosłych uwikłanych w znęcanie się nad dziećmi. Z drugiej strony szok jest tak duży, bo wszystko rozgrywało się w ramach “mieszczańskiej idylli”. Głównym miejscem przestępstwa – produkcji jeszcze nieznanej liczby filmów wideo z potwornymi scenami – była prawdopodobnie altanka w zadbanych ogródkach działkowych, a sprawcami ojcowie rodzin. Matka głównego podejrzanego miała pracować do chwili aresztowania w przedszkolu, wiedzieć i godzić się na to, co się dzieje na jej działce.

“W przypadku Luegde wszyscy mogli się jeszcze zdystansować i powiedzieć, że takim typom jak z tamtego kempingu nigdy przecież bym nie powierzyła swojego dziecka” – mówi Ursula Enders. Ale także ten aspekt nie jest nowy: “Właśnie komercyjne wykorzystywanie seksualne dzieci ma miejsce za fasadami domów jednorodzinnych. Zawsze to wiedzieliśmy. Im bardziej mieszczańskie środowisko, tym mniej wychodzi na jaw” – dodaje.

Jeszcze jedno przeraża w tej sprawie – główny podejrzany, 27-letni informatyk był już dwukrotnie karany za posiadanie pornografii dziecięcej. Ze względu na swoje najwyraźniej pedofilskie skłonności sąd zobowiązał go do odbycia terapii. W dokonywaniu przestępstw na działce najwyraźniej nie przeszkodziła.

Skłonności seksualne są drugorzędne

Pojęcie pedofilii (w starogreckim chłopiec/dziecko lub przyjaźń/miłość) budzi dziś kontrowersje, bowiem może być błędnie interpretowane. Nie każdy pedofil staje się sprawcą, tak jak nie każdy, kto wykorzystuje seksualnie dziecko, jest pedofilem – podkreślają kryminalni psychiatrzy i psychologowie. Badania wykazują, że tylko połowa wszystkich sprawców przestępstw na tle seksualnym, których ofiarą padają dzieci, ma bardziej lub mniej wyraziste skłonności pedofilskie – wskazuje na przykład prof. Boris Schiffer, szef kliniki psychiatrii sądowej w Herne.

Inni sprawcy kierują się motywami sadystycznymi albo “wykorzystują seksualnie dzieci traktując je «zastępczo», bo nie mogą liczyć na kobiety”. Mimo to badania pozwalają szacować, że mniej więcej jeden procent dorosłych mężczyzn ma skłonności pedofilskie. “Jest to niebagatelny problem” – przyznaje Schiffer, ale jak dodaje –w grupie tej mamy do czynienia z różnym stopniem skłonności. “Im bardziej są one ukształtowane, tym większe jest ryzyko, że dana osoba rzeczywiście stanie się sprawcą” – poprzez konsumowanie pornografii dziecięcej lub wykorzystywanie seksualne dzieci – argumentuje Schiffer.

Wyleczyć pedofilii nie można. Można tylko za pomocą terapii spróbować złagodzić destrukcyjne preferencje seksualne, a wzmocnić zdrowe. “O ile takie w ogóle istnieją” – dodaje Schiffer. W innym wypadku “ludzie ci mogą tylko uczyć się obchodzić w odpowiedzialny sposób ze swoimi skłonnościami i przejąć nad nimi kontrolę, inaczej skłonności przejmą nad nimi kontrolę i staną się prawdziwą chorobą”.

Ursula Enders uważa, że koncentrowanie się na orientacji seksualnej wprowadza w błąd. W przypadkach wykorzystywania seksualnego dzieci nie chodzi o urzeczywistnienie przez pojedynczego sprawcę jego fantazji seksualnych, co sugeruje, jej zdaniem, bagatelizujące problem pojęcie pedofilii. “Pojęcie to tuszuje fakt, że chodzi o najgorsze formy znęcania się i podporządkowania sobie ofiar. Sprawcy handlują dziećmi i filmami wideo z tymi dziećmi. Mamy tu do czynienia z przestępczością zorganizowaną w prawdziwym tego słowa znaczeniu” – podsumowuje.

Źródło: Deutsche Welle – dw.com
3 komentarze
  1. Dokładnie. Dzieci nikt nie obroni. Dlatego powinnismy jako dorośli otaczać je parasolem ochronnym w takim przypadku.

  2. “Podczas gdy w Polsce trwa dysusja o wywołana informacją o tym, że prezydent Andrzej Duda ułaskawił pedofila, ”
    kto to pisał? jak na wstępie można pisać fakenewsy, Droga redakcji, prosze najpierw sprawdzic tresc ułaskawienia a potem pisać, bo to co napisaliscie to klamstwo

Jeśli chcesz, skomentuj ten artykuł