„Kroniki zbrodni” już w księgarniach. Kulisy głośnych spraw

Kulisy głośnych, niejednokrotnie niewyjaśnionych do dziś spraw, brutalnych zabójstw i tajemniczych zaginięć, w nowej publikacji wydawnictwa Znak odsłania była prokurator Monika Całkiewicz. Każdy może stać się ofiarą – mówi współautorka książki „Kroniki zbrodni”.

W „Kronikach zbrodni” była prokurator Monika Całkiewicz i dziennikarz Robert Ziębiński odsłaniają kulisy tajemniczych zaginięć i głośnych, niejednokrotnie do dziś niewyjaśnionych zbrodni. Autorzy publikacji nie dyskutują w niej jednak o sprawach sprzed kilkudziesięciu lat – omawiają te, które toczyły się w epoce dostępu do internetu i telefonów komórkowych, zwracając uwagę, że ofiarą może stać się każdy z nas.

Kluczem doboru przedstawionych historii – jak podkreśliła Całkiewicz – nie było to, czy dana sprawa została rozwiązana, czy też nie. „Chcieliśmy wybrać te niejednoznaczne, w których znajdzie się wiele elementów ciekawych dla czytelnika, lubiącego historie true crime. Jednocześnie szukaliśmy takich spraw, przy omawianiu których będziemy mogli rozmawiać i o problemach prawnych, i o tym, jak prowadzi się śledztwo; jakie prawa i obowiązki ma oskarżony, jak może utrudniać postępowanie i dlaczego czasami nie udaje się ustalić, kto dokonał przestępstwa” – powiedziała.

W „Kronikach zbrodni” autorzy opisują dziewięć różnych historii, które niejednokrotnie zakończyły się zabójstwami. Jednak sprawą, która szczególnie poruszyła Całkiewicz jest przypadek zaginionej ponad 20 lat temu nastolatki, Kasi D. Dziewczyny, która – jak ustalono – utrzymywała kontakty z dużo starszym od siebie mężczyzną; która prawdopodobnie była od niego również uzależniona ekonomicznie i emocjonalnie, a której do tej pory nie udało się odnaleźć.

„Kasia zniknęła w biały dzień, przepadła jak kamień w wodę. I mimo tego, że prokuratura i policja prowadziły naprawdę szeroko zakrojone czynności, żeby ustalić, co się z nią stało, to po prostu się nie udało” – przypomniała Całkiewicz. „Ta sprawa jest ciekawa także dlatego, że w tle pojawiał się potencjalny sprawca uprowadzenia, albo i zabójstwa Kasi. Ale zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy nie pozwalał na postawienie mu zarzutów. Jest to więc być może sprawa, w której sprawca uniknął odpowiedzialności karnej, mimo że jest możliwe, iż – zgodnie z powiedzeniem – jego nazwisko znajduje się w pierwszym tomie akt” – podsumowała.

Była prokurator przypomniała, że wiele spraw może zostać wznowionych albo podjętych na nowo, pod warunkiem, że – zgodnie z przepisami – ujawnią się nowe okoliczności i nie dojdzie do przedawnienia karalności. W takich sytuacjach pomagają np. dane zgromadzone w AFIS, czyli Automatycznym Systemie Identyfikacji Daktyloskopijnej. Jest to swoista baza danych, umożliwiająca szybkie przeszukanie zgromadzonych tam zapisów linii papilarnych osób, które były podejrzane o popełnienie poszczególnych przestępstw. Dzięki temu porównać można niezidentyfikowane ślady, na przykład z miejsca zbrodni, z danymi osób, które już znajdują się w archiwum.

„Po 18 latach od dokonania zabójstwa na warszawskim Mokotowie jego sprawca popełnił zupełnie inne przestępstwo, w związku z czym odciski jego palców trafiły do AFIS-u. I podczas rutynowego przeszukania w bazie niezidentyfikowanych śladów system wykrył podobieństwo” – wyjaśniła Całkiewicz.

Jak doprecyzowała, system ten nie zastępuje biegłego – ten ostatni musi być powołany, aby potwierdzić, że system rzeczywiście prawidłowo wskazał, iż może chodzić o tę samą osobę. „Ale w tej sprawie tak właśnie było. Po 18 latach od zabójstwa policja zapukała do drzwi żyjącego w zupełnie innym miejscu Polski mężczyzny, i przedstawiła mu zarzut zbrodni” – wskazała była prokurator.

W takich przypadkach niebagatelną rolę – jak czytamy w „Kronikach zbrodni” – odgrywa stan zachowanego materiału i sposób jego zabezpieczenia. „Wiadomo, że odbitki linii papilarnych mogą być nieczytelne, a materiał biologiczny, zwłaszcza przechowywany w nieodpowiednich warunkach, może ulec degradacji lub zostać zanieczyszczony. Ale jeśli ślad jest prawidłowo zabezpieczony, to dzisiaj z jego wykorzystaniem często nadal można przeprowadzić badania daktyloskopijne czy genetyczne” – powiedziała Całkiewicz.

W tym kontekście współautorka „Kronik zbrodni” odniosła się do działających w Polsce archiwów X, czyli policyjnych zespołów powołanych do rozwiązania spraw przestępstw niewykrytych. O ich działaniach słyszymy zwykle niewiele – często dopiero przy spektakularnych sukcesach, takich jak na przykład zatrzymanie dziś już oskarżonego w sprawie „Skóry” Roberta J., czy Pawła i Józefa K., oskarżonych w sprawie zabójstwa nastolatki Iwony Cygan.

„Jeśli popatrzymy, jak bardzo obciążony pracą jest zwykły policjant, to okaże się, że musi on poświęcać swoją energię i być zaangażowany w sprawy +na biegu+. Czasu na powrót do spraw starych jest niewiele, a często policjanci nie mają go wcale – właśnie przez to, jak bardzo obciążeni są bieżącymi obowiązkami” – powiedziała Całkiewicz. „Jeśli więc mamy wydziały, które powołane zostały tylko po to, by policjanci pochylili się nad starymi sprawami, to bardzo dobrze” – dodała.

Była prokurator podkreśliła, że pracujący w archiwach X funkcjonariusze nie skupiają się tylko na sprawach z pierwszych stron gazet

Towarzyszy im presja społeczna i medialna. „Myślę, że bardzo niewiele wiemy o pracy działających w nich policjantów. Nie wiemy, jakimi konkretnie sprawami się zajmują, bo przecież to jest element ich taktyki. I bardzo dobrze, że tak jest, bo sprawca – dowiedziawszy się, że policja wróciła do sprawy – mógłby próbować na tok tego postępowania bezprawnie wpływać, na przykład przez zastraszanie lub eliminowanie świadków” – wyjaśniła.

Choć opis działań grup śledczych na przykład w archiwach X może przywoływać skojarzenia z sensacyjnymi, filmowymi zagadkami, w swojej książce Całkiewicz zwraca uwagę na pewną „zwyczajność” niektórych, poważnych nawet zbrodni. Odnosząc się do tego zagadnienia, w rozmowie z PAP przypomniała opisaną w „Kronikach zbrodni” historię Włodzimierza, czyli „pana od informatyki”. Mężczyzna ten próbował pozbawić życia kobietę, którą teoretycznie kochał. Wcześniej przez kilka lat nachodził ją i próbował „wychować”, czyli de facto zmusić, by zachowywała się w sposób, jakiego od niej oczekiwał.

Całkiewicz wskazała, że w tej historii znaczenie ma fakt, iż mężczyzna pozornie sprawiał wrażenie osoby w pełni godnej zaufania, a zawieranie znajomości przez internet – jak to miało miejsce w tym przypadku – jest dziś niemal standardem. „Dlatego ja moim studentom i czytelnikom zawsze mówię: każdy może stać się ofiarą” – podkreśliła.

W jej opinii motywy poważnych nawet zbrodni, łącznie z zabójstwami, bywają czasem irracjonalne, a dla wielu postronnych osób – wręcz niewiarygodne. „Pamiętam sprawę dwóch mężczyzn, którzy przechodzili obok siebie w autobusie. Jeden z nich potrącił drugiego ramieniem. Niechcący, ale nie chciał przeprosić – i skończyło się zabójstwem. Motyw był więc beznadziejnie głupi” – powiedziała była prokurator.

Do zabójstw często dochodzi, kiedy sprawca znajduje się pod wpływem alkoholu. Całkiewicz przytoczyła, że uczestniczyła w przesłuchaniu mężczyzny, który zabił będąc w stanie upojenia. „Podejrzany sam doszedł do wniosku, że hamulce mu puściły, a naturalna kontrola – związana z instynktem, poczuciem moralności, która mówi: tu jest granica – nie zadziałała. Pod wpływem emocji – wyzwolonych, stymulowanych lub wzmocnionych przez alkohol – dochodzi do nieszczęścia” – podsumowała.