Koronawirus a cierpliwość znanych radomian

Pandemia i wprowadzone obostrzenia wywróciły świat do góry nogami. Zamknięte żłobki, przedszkola, szkoły uświadomiły nam jeszcze mocniej, że bycie rodzicem stało się w tym czasie trudniejsze. A jak z problemem bycia rodzicem cierpliwym poradzili sobie znani radomianie? Zobaczcie sami!

Tak długiego okresu zamknięcia placówek oświatowych nikt się nie spodziewał. Część rodziców musiała przeorganizować swój czas, stając się jednocześnie i rodzicem, i nauczycielem, czasem trenerem tańca, a nawet animatorem czasu wolnego. Do tego praca, z której przecież zrezygnować nie można.

Kto częściej tracił cierpliwość, dzieci czy rodzice? Jak poradzili sobie z godzeniem obowiązku nauki i pracy zawodowej? Zapytaliśmy o to radomianki i radomian, których na pewno znacie.

Sylwia Wilk

Projektantka, właścicielka marki i butiku Kobietkowo Wilki Dwa Fashion Design

Przed pandemią Apolonia szlifowała swoje taneczne umiejętności. Treningi, wyjazdy na turnieje i nagle: STOP. Wszystko się zatrzymało. Stałyśmy się jak więźniarki. Mamy jedna to szczęście, że mieszkamy na peryferiach miasta i mamy… psa. Dzięki temu mogłyśmy wyjść i poczuć się trochę jak na spacerniaku (śmiech). Najbardziej niezadowolony chyba z tak częstych spacerów okazał się jednak nasz psiak.

A szkoła i edukacja? Czym dłużej trwa przerwa, tym większy horror dla rodzica. Rodzic – nauczyciel to nie to samo jednak co szkolny pedagog. Druga klasa okazała się wcale nie taka prosta. Największe trudności miałyśmy z językiem hiszpańskim, którego nie znam, a szybko okazało się, że trzeba zacząć razem, wspólnie z dzieckiem tłumaczyć tekst. Lekcja w szkole: 45 minut. Lekcja w domu? 3 i pół godziny, czyli… 210 minut! Do tego zakończona nie dzwonkiem a… stanem nerwowym. I zniechęceniem do kolejnych lekcji. Po jakimś czasie udało się wypracować pewien schemat ale dodatkowy stres związany z prowadzeniem firmy wcale nie odpuszczał.

Styczeń i luty to w handlu bardzo ciężkie miesiące. Z kolei marcowa kolekcja, towar, materiały, zamówienia od Klientek – tu również wszystko stanęło w miejscu. Ale, damy radę i to przetrwać.

Moje dziecko, każdego dnia zaczyna zdanie: “Mamusiu, jak to się wszystko skończy, to…”. Kiedyś ją zapytałam, to co byś chciała najbardziej zrobić? Powiedziała, że marzy o tym, aby się przytulić do babci i dziadka, żeby ich uściskać i powygłupiać się ze swoją cioteczną siostrą Gretą.

Sylwia Wilk i Apolonia

Marta Michalska – Wilk

Radna Rady Miejskiej w Radomiu

Mój świat w ostatnich miesiącach został wywrócony trochę do góry nogami. Bycie rodzicem to spore wyzwanie w spokojnych czasach, a co dopiero teraz – podczas epidemii. Moja córka, Wika, która nie jest spokojnym dzieckiem, zastanawiam się po kim to ma (śmiech), nie chodzi obecnie do przedszkola, bardzo tęskni za swoimi koleżankami i kolegami, ale stara się zrozumieć sytuację. Często nawet instruuje mnie, że nie powinnam gdzieś wychodzić bo jest “kolonawilus” i pilnuje czy mam maseczkę na twarzy.

Dużo więcej czasu muszę poświęcić na gry, zabawy, naukę literek, stolic a nawet flag… Przyznam się szczerze, że to dla mnie czas powtórki, bo kompletnie zapomniałam jak wygląda np. flaga Mongolii, nie wiem czemu akurat o nią Młoda pytała (śmiech). Pogoda pozwala, wiec podwórko i wszystko co tylko można na nim zrobić to też nieodzowny element zabawy. Dobrze, że w domu są też przyjaciele: buldog Hugo, królik – Franek i Chomik. Chomik bez imienia. Przynajmniej na razie.

Z pewnością więcej niż zazwyczaj mam czasu na krzątanie się w kuchni i na gotowanie, ale i tak w tym temacie nieoceniona jest babcia. Tak, tak… czas pandemii pokazał jak jest niezastąpiona.

Teraz już trochę z domu uciekamy i powoli odwiedzamy znajomych i przyjaciół, ale tych tylko najbliższych, ale i tak jest wielu. Niech już wszystko wraca do normy bo zgadzam się z memem, który gdzieś w sferze mediów społecznościowych rzucił mi się w oczy. A jego treść brzmiała mniej więcej tak: jeśli dłużej potrwa pandemia to rodzic będzie w stanie najszybciej wynaleźć szczepionkę na tego wirusa (śmiech).

Marta Michalska – Wilk i Wika

Monika Bankiewicz

Przedsiębiorca, właścicielka cenionej w smaku marki soków Smaczek z Doliny Radomki

Jak radzimy sobie w czasie obostrzeń z dziećmi? Zawsze, nawet w najtrudniejszych sytuacjach, staram się szukać pozytywnych stron życia. W obecnej sytuacji, gdy moja tłocznia stoi, mam więcej czasu dla rodziny i najmłodszego synka, Janka. Oczywiście na pierwszym miejscu jest edukacja, ta domowa (śmiech).

I powiem tak… jestem z natury osobą konsekwentną i upartą, ale po kilku tygodniach wspomagania Janka w lekcjach autentycznie się poddałam (śmiech). Ilość materiału i zalecenia nauczycieli były dla mnie nie do ogarnięcia. My, rodzice, naprawdę mamy ogrom jeszcze innej pracy i innych zajęć, a tu nagle musieliśmy się stać nauczycielami języka polskiego, historii, plastyki, matematyki i języków obcych, gdzie nigdy w życiu nie miałam do czynienia na przykład z językiem niemieckim.

Ale jako odpowiedzialna mama musiałam znaleźć rozwiązanie! Także, od pewnego czasu codziennie do Janka przyjeżdża Anielka – studentka Pedagogiki Specjalnej UMCS w Lublinie i Integracji Sensorycznej na WSSP, która obecnie jest w domu rodzinnym niedaleko nas. Radość obopólna. Moja, bo mam więcej oddechu. Anielki, bo ma wypełniony dzień pracując z Jankiem. Janek jest zachwycony z lekcji, a ja mam świadomość, że dziecko ma opanowany materiał. Bo przecież nie o to chodzi żebyśmy za dzieci odrabiali lekcje, prawda?

Cudownie jest w życiu mieć przyjaciół, na których zawsze można liczyć, a rodziców Anielki, Renatę i Darka, znam od piątego roku życia.

Czy mam pomysły na przetrwanie z dziećmi? Oczywiście, tego mi nigdy nie brakowało. Mieszkamy na wsi, co kiedyś uważałam za pewnego rodzaju ,,uwięzienie”. W obecnej sytuacji, mieszkanie na wsi to swoboda, wolność i hektary przestrzeni, które wykorzystujemy na wspólne spacery, treningi, jazdę rowerem. Wielką radość sprawia nam wspólne łowienie ryb. Pokazuję Jankowi w jaki sposób spędzałam czas, gdy sama byłam dzieckiem. Janek wie co to znaczy grać w ,,chłopka”, w ,,klasę” albo w ,,kapsle”. Mam jeszcze kilka innych pomysłów, ale to tajemnica (śmiech).

Monika i Jaś

Angelique Renard-Chardin

Właścicielka E.Leclerc Radom

Na początku nie docierały do nas wszystkich żadne wiarygodne informacje, czym jest koronawirus, jak bardzo jest groźny, jaka jest droga zakażenia. Wszystkich nas ogarniał niepokój. Mieliśmy świadomość, że nasz sklep musi być otwarty pomimo wszelkich obostrzeń. Bezpieczeństwo klientów i naszych pracowników stanęło na pierwszym miejscu. Nie mając wyboru, bo szkoły zostały zamknięte, w pracy, przy swoim biurze zorganizowałam specjalny pokój, do którego zabierałam dzieci na czas pracy. I tak od polowy marca dzieci są z nami w biurze. Od rana do wieczora (śmiech).

Ale nie jest tak, że się nudzą. Lekcje zdalne to podstawa. Logują się rano, później godzinna przerwa, krótki odpoczynek i… znowu nauka. Prace domowe przecież same się nie odrobią. A pod koniec dnia pracy upragnione „wolne”. O ile w dobie pandemii można tak to nazwać (śmiech). Popołudniu w tej specjalnej sali otwieramy kółko zainteresowań: plastelina, puzzle, plastyka, książki… Ba!, nawet Youtube, a w nim bajki po angielsku, ciekawostki i inne fajne kanały edukacyjne. Jako, że na szczęście mam dzieci rządne wiedzy, kolejne godziny upływają w spokoju.

A późnym popołudniem, po powrocie rolki, rower, ale tylko w ogrodzie. Teraz jesteśmy ze sobą całe dwadzieścia cztery godziny na dobę. Teoretycznie, bo praktycznie w ciągu dnia przecież, mimo oddzielającej ściany w biurze, nie widujemy się ciągle. No chyba, że na obiedzie lub przy składanej przez dzieciaki reklamacji, że „Internet znowu nie chodzi” (śmiech).
Czekamy z niecierpliwością na poluzowanie obostrzeń. Córkom brakuje szkoły i przyjaciół.

Angelique z rodziną

Łukasz Podlewski

Radny Rady Miejskiej w Radomiu

Dwumiesięczny okres swoistej kwarantanny, kiedy zamknięte są szkoły czy przedszkola chyba wszystkim rodzicom dał się mocno we znaki.

W pierwszych dniach, jak każdy 10-latek, syn był bardzo zadowolony, że nie musi każdego dnia wstawać o 6.40, żeby za kilkadziesiąt minut rozpoczynać lekcje. Kiedy już stało się wiadomym, że do zamkniętej szkoły doszły odwołane treningi, zamknięte place zabaw czy inne miejsca rekreacji, uśmiech z twarzy syna zniknął. Mimo możliwości korzystania z wszelkich dobrodziejstw techniki, brak możliwości spędzenia czasu z koleżankami i kolegami na zajęciach doskwierał najbardziej. Mnie, jako ojcu ciężko było na to patrzeć.

Popołudniami poznawaliśmy kolejne tajniki gry w MONOPOLY, Scrabble, starego poczciwego Chińczyka czy nawet przeróżnych karcianych gier. Na całe szczęście edukacja zdalna w trzeciej klasie nie sprawia synowi większych trudności, i ta godzina lub dwie spędzone dziennie przy odrabianiu lekcji, można powiedzieć, weszły mu w krew. Na szczęście dla nas, rodziców (śmiech).

Dziś w maju sytuacja wygląda o wiele lepiej, spędzamy dużo czasu na świeżym powietrzu, odbyły się już pierwsze treningi, nawet planszówki, które stanowiły główny wieczorny punkt programu, leżą od kilkunastu dni w kącie pokoju.
Syn nadal czeka, kiedy spotka się z klasą, chyba nawet tych sporów z kolegami mu brakuje. Kiedy wczoraj powiedział, że nawet za świetlicą tęskni, wiedziałem że to musi być prawda. Do tej pory chciał dokonać tam rewolucji (śmiech).

Cieszy, że nam jako rodzicom udało się nie zwariować, a ja na zawsze zapamiętam jakich słów w Scrabble wpisywać nie należy, żeby się nie narazić. Tak na przyszłość (śmiech). W tym całym szaleństwie dziękuję synowi i żonie, że mieli dużo cierpliwości do koronawirusa. I do mnie.

Łukasz Podlewski z rodziną
10 komentarzy
  1. Ja to już mam dość. Ostatnie dwa tygodnie non stop z własnymi dziećmi doprowadza mnie do szału.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: