Z okazji Dnia Dziecka w mediach społecznościowych internauci wrzucają swoje stare zdjęcia, aby pochwalić się, jak wyglądali w dzieciństwie. Zaprosiliśmy lubianych radomian do zabawy. Zobaczcie nieznane dotąd oblicza małych brzdąców i jak zmienili się na przestrzeni lat.

Wszyscy z uśmiechem przenoszą się do czasów, kiedy byli jeszcze dziećmi. Niektórzy podzielili się z nami również wspomnieniami, co dzisiaj pamiętają z lat, w których nie śnili, że będą dorosłymi.

KAMPANIA SPOŁECZNA

Rafał Rajkowski

polityk, wicemarszałek Województwa Mazowieckiego

Renata Metzger

dyrektor Ośrodka Kultury i Sztuki “Resursa Obywatelska”

Fotografię zrobiono w naszym mieszkaniu przy ul. Rwańskiej 8. Wtedy ulica pełna małych sklepików, punktów usługowych, gwaru i ludzi. Od rana do nocy. Do fryzjera w naszej kamienicy ustawiała się kolejka, w której co i rusz wybuchały głośne dyskusje i to wcale nie za sprawą kontrowersyjnych fryzur, ale przekazywanych sobie ochoczo nowinek dnia codziennego. Na przeciwko przy sklepie ze słodyczami i napojami (także wyskokowymi) pani Nowakowej, inna grupa wymieniała nie mniej żwawo swoje “słuszne poglądy na wszystko”. Dwa kroki dalej, w uliczce wiodącej do placu z kościołem ewangelickim, na schodach przez biurem wysiadywali kominiarze. I tak już wąska uliczka, w tym miejscu jeszcze bardziej się zwężała, za sprawą kiosku Ruchu w którym królował pan Kazio. Przechodząc tędy, eleganci odruchowo wciągali brzuchy, by nie pobrudzić ubrań, albo ocierając się o kominiarzy albo o łuszczące się szaro-zieloną farbą ściany kiosku.

Dalej, już za kościołem, w stronę Rynku, przy maglu, dyskusje toczyły kobiety. Tłum ulicy tworzyli też ciągnący do kościoła farnego wierni, a napływali tu w latach 70. z połowy Radomia, choćby z XV-lecia czy Zamłynia i Kaptura, gdzie nie było wówczas świątyń. Woń kadzidła w przedziwny sposób mieszała się w moim dzieciństwie z wymarzonym zapachem gumy balonowej od pani Nowakowej, ciastek z dwóch działających na ulicy cukierni, wchodząc w komitywę z dusznymi oparami magla i kopconych przez starszych “Radomskich” od Kazia. W poprzek ulicy, od jednej przejściowej bramy do drugiej, skracając sobie drogę i unikając czujnego wzroku matek, przebiegały nastolatki. Gdy już wpadło się do którejś z bram, można było w nich utonąć na dobre, tyle tam mniejszych kamieniczek, komórek, skrytek i tajemnic. Gdy w wieku lat może 5 występowałam jako jedna z licznych śnieżynek na jasełkach w domu parafialnym fary (czerwony budynek, z porozbijanymi dziś szybami przedśionka) na scenę dostawałyśmy się przez piwnicę. Siostra zakonna wiodła bielutkie śnieżynki przez mroczne i pajęcze zakamarki z domu zakonnego do sceny. Chyba dopiero przed samą pierwszą komunią, inna już zakonnica, zdołała mi wybić z głowy, że do nieba (czyli według mnie sceny gdzie w jasełkach rodził się Jezusek), nie wiedzie droga przez piwnicę.

Gdy myślę o swoim dzieciństwie, to nie umiem go oddzielić od tych miejsc, od Rwańskiej, Miasta Kazimierzowskiego. I tak samo jak za ludźmi, którzy byli wtedy przy mnie, tęsknię za tamtymi ulicami, za ich żywotnością i gwarem.

Magdalena Lasota

polityk, radna miejska

Co pamiętam? W sumie tyle, że wszędzie było mnie pełno. Od konkursów tanecznych, aż po konkursy recytatorskie. No i występy krakowiaczka, które chyba każdy, kto uczęszczał do przedszkola musiał zaliczyć.

Jarosław Rabenda

aktor, radny miejski

Kiedy byłem,
kiedy byłem,
małym chłopcem hej…

…to chyba fajnie było, bo mimo komuny w pełni rozkwitu, nikt i nic nie mogło nas złamać. A teraz wystarczył wirus w koronie… Chociaż nie jestem pewny, to było tak dawno, że normalni ludzie tyle nie żyją (śmiech).

Ale artyści to nieco inna odmiana ludzia. A propos odmian… Kupiłem w markecie truskawki – piękniejsze niż za mojego dzieciństwa, czerwieńsze, większe… kompletnie bez smaku. Przypomniał mi się z dzieciństwa wyrób czekoladopodobny. Fuu… Kupiłem rzodkiewki i… zamyśliłem się po kobiecemu, czy co, bo zacząłem sprawdzać, czy nie robaczywe. A potem posmakowałem i… przypomniał mi się sztuczny miód… Fuu… Czterdziestolatkowie i młodsi – nie wiecie o czym piszę, prawda? Więc teraz będzie apoteoza komuny! Zacofana komuna nie znała chemii, pestycydów, GMO itp., więc robaki bardzo lubiły śliwki, rzodkiewki, wiśnie. itp. Bo robak ma gust i wie co dobre. A chemicznie skażonego gówna nie tknie.

Robaki pozbawione są instynktów samobójczych. Rzodkiewki z mojego dzieciństwa (w połowie robaczywe) paliły język i wywoływały łzy u konsumenta, jak dzisiaj ostry chrzan. Ale jakie były pyszne! Węgierki, w połowie robaczywe, rozpływały się w ustach… smak dziś nieznany. A skąd, drodzy państwo, wziął się słynny afrodyzjak – truskawki i szampan? Z tych wodnistych czerwonych kulek o smaku truskawkowym? A kogo to podnieca?… Chociaż po ostatnich występach radnych PiS na sesji zdalnej nie napiszę, że nikogo. Oni są jacyś inni… Więc kiedy OK!magazyn pyta mnie czego mi brak, co wspominam z dzieciństwa – odpowiadam – ROBAKÓW!!! Czego i Państwu życzę.

Elżbieta Cichawa – Grabowska

polityk, społecznik, Fundacja “Pomoc Polakom w Donbasie”

Co obrazują zdjęcia? Chrzest i stan wojenny – miałam 15 lat i aby móc pojechać na uroczystość czekałam na przepustkę tydzień. Pamiętam wojsko i milicję i ciągłe kontrole w pociągu. To maleństwo to ja, w wieku 11 miesięcy. Na kolejnym mam już 25 lat i pracowała jako tłumacz w Szwajcarii.

Janusz Cichy

polityk, nauczyciel

Mówią, czym skorupka za młodu nasiąknie… kto dzieckiem od prasówki zaczynał ten przez harcerstwo do polityki i edukacji trafić musi (śmiech).

Krzysztof Gajewski

wicedyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radomiu

Dzieciństwo spędziłem na Obozisku jako mieszkaniec jednego z bloków. Tak więc byłem wychowywany przez kochających rodziców, jak i przez podwórko. Jak wszyscy wtedy miałem dużą liczbę kolegów i koleżanek z którymi dzieliłem czas pomiędzy piaskownicę a trzepak. Gra w kapsle była ulubionym zajęciem wszystkich chłopaków.

W całym bloku był jeden telewizor i przemiła pani sąsiadka pozwalała nam dzieciakom siadać na podłodze i oglądać dobranockę. Zajadaliśmy się chlebem polanym wodą i posypanym cukrem. Od święta wodę zastępowała śmietana. Latem piekliśmy w ogniskach ziemniaki, które dostawaliśmy od chłopów przyjeżdżających furmankami na pobliską “Korei”, a zimą chodziliśmy zjeżdżać na sankach z górki saneczkowej, która znajdowała się w miejscu obecnego Amfiteatru.

Świetnie pamiętam mój pierwszy dzień w szkole podstawowej nazywanej “Ćwiczeniówką”, bo drzwi naszej szkoły były jak w filmie “Bonanza” – wahadłowe i strasznie mi to wtedy imponowało. Kilka razy wchodziłem i wychodziłem pierwszego dnia do mojej szkoły. Jak tu nie wspominać pięknie dzieciństwa, które nauczyło mnie dzielenia się kanapkami z innymi, a jedno jabłko potrafiliśmy zjadać w kilku. Luksusem było posiadanie roweru, ale gdy już go ktoś dostał, to jeździli na nim wszyscy z całego bloku. Większość dnia spędzałem jak wszyscy moi rówieśnicy na dworze i tylko wołanie naszych mam przez okno – “do domu, obiad” przerywało nam to piękne i radosne dzieciństwo.

Joanna Kluzik – Rostkowska

polityk, poseł na Sejm RP

Moje dzieciństwo to Katowice. Do dziś, kiedy widzę industrialny krajobraz, gdziekolwiek jadę, kopalnię, fabrykę, stocznię to serce mocniej bije. Ludzie zwykle tęsknią do krajobrazów łąk czy gór, a mi umila życie elektrociepłownia Żerań (śmiech).

Jako dziecko robiłam wiele rzeczy. Najpierw byłam baletnicą. Potem zaczęłam “trenować” jazdę figurową na lodzie (na zdjęciu). Mieszkałam tuż przy Spodku, wiec na lodowisko miałam jakieś 3 minuty pieszo. Po trzech latach okazało się, że ciągle sią przeziębiam, więc łyżwy zamieniłam na fortepian. Cała moja duża śląska rodzina mieszkała w Katowicach i ciągle były czyjeś urodziny. Ostatnio policzyłam, ze średnio co 2,5 tygodnia była rodzinna impreza (śmiech).

Tomasz Jan SIWAK

menedżer, prawnik, ekonomista oraz… lider i wokalista zespołu “Omen”

Z mojego dzieciństwa najbardziej pamiętam beztroskie wakacje u jednej babci
pod Radomiem i u drugiej babci w górach. Od rana do wieczora na dworze,
gdzieś w okolicach babci domu z licznym góralskim kuzynostwem. W ciągłej gonitwie
za uciekającym nie wiadomo czym… po prostu szaleństwo dzieciństwa. Energia roznosiła mnie od małego.

Ze szkoły podstawowej nr 34 przy ulicy Miłej pamiętam obowiązkowe juniorki i dyskusje z nauczycielką na obowiązkowym wtedy języku rosyjskim, którego nie chciałem się uczyć. Pamiętam mocno rozpaczliwy płacz nauczycieli i wielki zamęt w szkole w maju 1981 roku, gdy Ali Agca dokonał zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II. Również w pamięci zostały mi przymusowe Uniwersjady, Majówki i jakieś czyny społeczne sadzenia lasów (śmiech). To był również czas moich pierwszych fantastycznych rejsów żeglarskich po naszych Mazurach, które zostały mi do dziś w pamięci jak i pierwsze zawarte romantyczne znajomości.

To czas pierwszej mojej fascynacji muzyką rockową i takimi zespołami jak Kiss,
Motley Crue, Ozzy Osbourne, Motorhead, Europe, Lady Pank. Piosenki nagrywałem wtedy z radia na nieśmiertelnym kasetowym Grundigu i to było to.

Jedna z milszych chwil jakie pamiętam z tamtego czasu to dzień kiedy dostałem
od rodziców nowiutkie Sofixy, model zwany kogutami – kilkukolorowe buty sportowe
za kostkę. Dzisiaj byłyby to na przykład Jordany (śmiech). Byłem dumny i szczęśliwy.

Pamiętam też tamte lata jako czas w którym czuło się w powietrzu, że niedługo coś się wydarzy, że idzie jakiś wiatr zmian jak to śpiewał Scorpions. I przyszedł rok 1989, wówczas jednak już byłem w technikum.

Mariusz VIKOL Wiązowski

muzyk, gitarzysta formacji “Carrion”, instruktor gry na gitarze

Co pamiętam? Chyba wszystko (śmiech).

Saturatory na każdym rogu ulicy i w kontekście Covid-19 mycie szklanek. A jeśli już o napojach mowa, to kolorowe napoje w woreczkach o pojemności mnie więcej 0,2 l, ze słomką (kolor do wyboru zielony lub zielony… Ptyś w butelce o oryginalnym kształcie i serwowit (ciekawe, kto pamięta co to za specyfik w butelce po śmietanie! Lećmy dalej, guma Donald z historyjkami oraz guma Turbo, groszki w opakowaniach a’la pociąg (dostępne tylko w delikatesach przy Żeromskiego), pizza bar, który przetrwał do dziś, znany jako zapiekanki z Moniuszki. Kino Bałtyk, Hel, Przyjaźń, Pokolenie, Odeon, Walter.

Zgrabnie przejdę do radomskich miejsc: Plac Jagielloński, wcześniej “Zwycięstwa” i okalające go murki, po których przejście dookoła całego placu, można porównać do dzisiejszego #Challenge. Ogródek jordanowski, Piotrówka, kultowa górka na Ustroniu i wioska indiańska, objazdowe karuzele, strzelnice sportowe, sklep El combo z kasetami i płytami, Delikatesy z kawą na I piętrze oraz bar “Kubuś”.

Buty sofixy, znienawidzone juniorki i mundurki szkolne z tarczą (śmiech). Muzyka – tylko z winyli, a w TV tylko 2 programy. Mleko stawiali pod drzwi, twaróg i jaja przynosiła do domu tzw “kobita z serem”, a bilet MPK kosztował podobnie jak dziś – 3 zł. Ulica Nowotki (dziś Piłsudskiego) ma nadal tę samą nawierzchnię i mógłbym tak wspominać w nieskończoność. Pozdrawiam czytelników i wszystkich współwspominających…”jeszcze będzie przepięknie”.

Włodzimierz Wolski

dyrektor Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Radomiu, społecznik

Najbardziej miło wspominam z okresu dzieciństwa dwie rzeczy: rodzinny dom w Starachowicach z dużym ogrodem, w którym wraz z siostrą bawiliśmy się beztrosko (zawsze przychodziło do nas mnóstwo kolegów i koleżanek) oraz szkołę podstawową nr 1 w Starachowicach i kolegów z klasy, z którymi robiłem niesamowite kawały. Przez co ciągle miałem kłopoty z oceną z zachowania (śmiech).

Łukasz Wykrota

społecznik, Radomskie Towarzystwo Retrocyklistów “Sprężyści”

Co pamiętam z dzieciństwa? Bardzo dużo (śmiech).

Mój pierwszy osiedlowy wyścig rowerowy na ulicy Cichej w wieku około 5 lat, kiedy to zająłem ostatnie miejsce, AutoMotoRodeo na torze kolarskim Broni, kolejkę ludzi przy dworcu oczekującą na przyjazd taksówki, grę w kapsle w Wyścig Pokoju, błękitny rower Flaming kolegi, który był moim niespełnionym marzeniem, zapach spalin Syreny 105, która była naszym pierwszym rodzinnym autem…

Wioletta Kotkowska

polityk, radna miejska

Moje dzieciństwo to zapach gumy balonowej wraz z oranżadą. To występy estradowe urządzane na trzepaku. To pozdzierane kolana podczas zabaw w podchody. To zapach bzu zrywanego na Dzień Matki tak, aby sąsiedzi nie widzieli. To nuta podniecenia na widok wyświetlanej z wujowego projektora bajki. Moje dzieciństwo to wakacje nad Radomką, która wydawała się tak rozległa jak Bałtyk. To lato pełne zbiorów darów natury w pobliskich lasach. To ogniska po żniwach. To uśmiech moich rodziców, kiedy patrzyli na nasze beztroskie zabawy z bratem. To smak szarlotki z jabłkami z ciocinego sadu. To nieodparte wrażenie, ze świat jest przyjazny, stoi otworem, a co najlepsze dopiero przede mną…

Sylwia Wilk – Ślusarczyk

projektantka mody; atelier “Kobietkowo – Wilki Dwa Fashion Designe”

Z dzieciństwa przypomina mi się grudzień 1980 roku. Zima, zaspy i pomalowane przez mróz szyby w oknach, przez które wychuchałam dziurkę i obserwowałam, co się dzieje na “radiostacji”, bo mieszkałam tuż przy niej. To był chyba stan wojenny, rodzice byli zdenerwowani – za moim ojcem chodził tajniak, na “radiostacji” było wojsko a pod domem stał ciągle jakiś samochód. Rodzice zabraniali nam wychodzić i odpowiadać na pytania nieznajomych. Miałam wtedy 7 lat.

Ojciec kupił mnie i mojej siostrze bliźniaczce wymarzone łyżwy – dwie pary takich samych, to był cud. Ale był problem – nie miały sznurowadeł. A ponieważ nic nie było w sklepach, a na ulicę wychodzić strach, więc po kryjomu przed rodzicami, którzy byli w pracy, nakładałyśmy te łyżwy i wiązałyśmy je zwykłym szarym sznurkiem, takim jakim związuje się szynkę. Chęć jazdy była tak ogromna, że gdy rodzice wychodzili z domu my te łyżwy zakładałyśmy i szłyśmy na lód. Ale, aby tata nie zorientował się to zabierałam ze sobą szczotkę do zamiatania i zacierałam ślady po łyżwach szczotką. I tak się nam udawało do czasu, kiedy któregoś dnia rodzice przyszli wcześniej do domu. I w tedy jeden z żołnierzy, który naprzeciwko naszego domu miał budkę wartowniczą powiedział, że dziewczynki są na lodowisku, że dopiero wyszły i nawet dom zamknęły (śmiech). Wszystko się wydało… Od tego czasu wiem, że kłamstwo ma krótkie nogi.

Dla dziecka - zobacz na Ceneo
11 komentarzy
  1. Jeśli się przypatrzeć, to jednak wszyscy podobni do siebie są na zdjęciach dzisiaj i “wczoraj”. Przynajmniej taki sam wyraz twarzy jest na większości zdjęć. Porównajcie

Dodaj komentarz