Anna Litwinek; Dziewczyny na skrzydłach; kobiety pilotki; historia kobiet w lotnictwie, Anna Rudnicka – Litwinek: Nad tą książką pracowałam 20 lat, OK!magazyn

Wychowana przy dźwiękach silników samolotów Iskra, od dziecka marzyła o lataniu. Teraz rozwija skrzydła. Już za chwilę ukaże się jej najnowsza książka „Dziewczyny na skrzydłach”. To opowieść o kobietach, które zdobywały niebo na równi z mężczyznami. Przy okazji zdradza, czy radzi sobie z dziećmi kiedy tworzy i czy będzie kontynuacja jej wcześniejszej powieści „Czarownica”.

W listopadzie nakładem Wydawnictwa “ZNAK” ukaże się, przynajmniej tak wynika z literackich plotek, Twoja książka “Dziewczyny na skrzydłach”. Opowieść o marzeniach, ich spełnianiu i zdobywaniu nieba. To nie za trudny temat dla pisarki?

Z lotnictwem wiąże mnie szereg nitek, splatających się w całą sieć, w której tkwię od dzieciństwa. Zaczynając od taty chodzącego w lotniczym stalowym mundurze, inżyniera po WAT i dźwięków odrzutowych silników Iskier nad Radomiem, przez moje niegdyś 10 lat pracy w armii, m.in. w biurze prasowym Dowództwa Sił Powietrznych w Warszawie, aż po dzień dzisiejszy i wspieranie pasji męża lotnika, który nota bene wspiera moją pracę literacką. Stąd można powiedzieć książka „Dziewczyny na skrzydłach” to trochę nasze wspólne dzieło.

Praca nad książką trwała dość długo. Skąd pomysł na tego typu temat? Przecież można napisać książkę przyjemną, łatwą, nad która praca nie zajmuje zapewne mnóstwa czasu czy wyrzeczeń, choćby rodzinnych? Pamiętasz prace nad inną swoją książką „Czarownica”? Zapewnie było latwiej.

20 lat układania sobie w głowie elementów tej mozaiki i 1,5 roku pisania. Pomysł na książkę pojawił się naprawdę dawno temu i ogromnie żałuję, że nie zabrałam się za nią konkretniej już wtedy. Miałabym wówczas szansę poznać więcej z tych wspaniałych kobiet, które na przestrzeni tych lat odchodziły, jak to się mówi do niebieskiej eskadry. Inspiracją był artykuł w Polsce Zbrojnej w początkach lat dwutysięcznych o wojskowym zespole akrobacyjnym złożonym z trzech kobiet. Okazało się, że nikt z kolegów i koleżanek lotników nie miał pojęcia o tych paniach! Zawibrowało mi pod palcami. Zachowałam ten numer gazety, choć w trakcie licznych przeprowadzek zagubił się, ale doskonale zapamiętałam nazwiska tych kobiet: Irena Sosnowska, Zosia Andrychowska, Hala Kamińska. Dzięki mojej książce można o nich ponownie przeczytać. A każda książka zabiera czas i angażuje. Od każdej boli czasem głowa i plecy. „Czarownica” nie była taka łatwa, jak się wydaje. Tam także robiłam spory reaserch, wplatałam detale. Dla fanów wciąż pytających o kontynuację mam dobrą wiadomość – właśnie ukazało się wydane przez Empik wznowienie Czarownicy, jej wersja w audiobooku, a w przygotowaniu kolejne części.

Czy to jakaś forma feminizmu kobiecego – pokazywanie “twardych kobiet”, ich radzenie sobie z trudnościami, które w przeciętnym mniemaniu do „kobiecych” nie należą?

Feminizm jest pozytywnym pojęciem, w myśl którego kobiety mają równe prawa z mężczyznami. Także prawo do spełnienia marzeń w zawodzie pilota. Trzeba jednak pamiętać, że w lotnictwie płeć ma drugorzędne znaczenie, po indywidualnych predyspozycjach. Albo się ktoś nadaje do latania, albo nie. Bohaterki mojej książki udowodniły, że nikt nie powinien odmawiać kobietom prawa do sprawdzenia się w roli pilotki/pilota (indywidualnie każda z nich wybiera sama jak się chce nazywać). Nie ma podstaw, by podtrzymywać te przeciętne mniemania o nacechowaniu płciowym zawodów. Mam nadzieję, że książka rozwiewa niektóre z tych stereotypów.

Skąd czerpałaś informacje, źródła? Opowiedzieć historię w formie biografii to jedno, ale opisać ją ciekawie, to drugie. To wymaga innych źródeł niż te oficjalne.

Książka jest podzielona na część, można rzec historyczną i część opartą na wywiadach, opowieściach bohaterek w pierwszej osobie. W czterech pierwszych rozdziałach byłam głosem bohaterek i tu było najtrudniej dotrzeć do informacji. Mówimy o początkach awiacji, o okresie dwudziestolecia międzywojennego i latach wojny. O ile wielu mężczyzn spisywało swoje wspomnienia na przykład gen. pil. Stanisław Karpiński i jego “Na skrzydłach huraganu”, o tyle jego żona, najbardziej wszechstronna pilotka w polskim lotnictwie przed wojną, jedna z trzech kobiet latających także w czasie wojny w służbie pomocniczej w Wielkiej Brytanii, już swoich wspomnień nie spisała. Znamy jej losy z krótkiego rozdziału z książki męża, z nielicznych artykułów branżowych czasopism, z archiwum rodzinnego przekazanego do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Praca nad tymi rozdziałami to była żmudna droga przeczesywania przedwojennych publikacji, archiwów, wczytywania się w dziesiątki książek wspomnieniowych z tamtego okresu – a nuż gdzieś wspomniano o kobietach, których losy próbuję wyśledzić. Inny styl pracy przyjęłam przy pisaniu rozdziałów o żyjących bohaterkach. To była czysta przyjemność spotykania się i wielogodzinnych rozmów o ich drodze do lotnictwa. Te chwile zostaną ze mną na zawsze. Poznanie legend lotnictwa polskiego takich jak pani płk pil. Zofia Dziewiszek-Andrychowska, pani Ada Dankowska, mistrzyni szybownictwa, pani kapitan Adela Szarzec-Tragarz, pierwsza kobieta w polskim lotnictwie liniowym, jest wielką wartością przy pracy nad tą książką.

Trywialne pytanie zatem: która z bohaterek wywarła na Tobie największe wrażenie?

Tego się nie da jednoznacznie stwierdzić, bo każda z nich pokonała zupełnie inną drogę do lotnictwa. Specjalnie zaprosiłam do projektu takie bohaterki, które reprezentowały różne gałęzie tej branży. Przez to opowieści się nie powtarzają, a uzupełniają wzajemnie jak mozaika. Niezmiennie w każdej z nich podziwiam odwagę i upór w podążaniu za marzeniem. Ubolewam, że objętość książki nie pozwoliła mi zaprosić do projektu więcej wspaniałych lotniczek.

Dzisiaj również i w tej branży nic się nie zmieniło. Kobiety też mają pod górę… czy nie?

Oczywiście, że się zmieniło! Przez 50 lat nie było kobiet w lotnictwie wojskowym, a teraz co roku pojawiają się nowe dziewczyny w stalowych mundurach. Ale też trzeba pamiętać, że lotnictwo jest różnorodne. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o szybownictwo, to jednak kiedyś było lepiej niż dziś. Z prostych przyczyn ekonomicznych – dziś jest to bardzo drogie hobby. Ale w lotnictwie każdy ma pod górę. Przynajmniej na początku. Nikt z instruktorów nie ułatwi młodym kandydatom startu w zawodzie, to byłoby niebezpieczne. Wysokie oczekiwania wobec chętnych do latania, to wspinanie się pod górę w drodze do wylaszowania, czyli samodzielnego startu, to jest wpisane w ten trudny zawód. Słabsze jednostki trzeba wyeliminować już na samym początku i kobiety także muszą się z tym liczyć. Czy mimo to ze względu na płeć mają trudniej niż mężczyźni? Formalnie nie. Przepisy są równe dla wszystkich. Nieformalnie na pewno muszą się wykazać odpornością psychiczną na docinki i czasami osobiste uprzedzenia instruktorów.

Lotnictwo, zdobywanie szczytów – jeśli potraktujemy to jako szerszą płaszczyznę, to w jaki sposób mobilizować kobiety, czy jak maja siebie same mobilizować, aby pomimo trudności osiągać sukcesy.

To się musi zacząć już w dzieciństwie. Od wspierania małych dziewczynek w rozwijaniu umiejętności technicznych, od akceptacji, że wolno im się wspinać na drzewach, głośno krzyczeć, brudzić i eksperymentować z zabawami, które przyjęło się uważać za “chłopięce”. Nie każda dziewczynka będzie chciała biegać za piłką lub z młotkiem, ale nie zabraniajmy jej tego. Chce być stolarzem? Super, masz tu kochana deskę i gwoździe. Chce być lotniczką? Świetnie, zacznij się uczyć matematyki, aerodynamiki, nawigacji, chodź pojedziemy na lotnisko aeroklubowe zobaczyć jak latają szybowce. Mam nadzieję, że pomoże też w tym moja kolejna książka. Także opowieść o lotnikach, ale już nie tylko o kobietach. Ilustrowana książka skierowana do dzieci. Premiera na wiosnę nowego roku.

To będzie książka podobna do „Robaka Lolka”, skierowana do naprawdę najmłodszych dzieci?

Nie, to będzie zupełnie inna książka. Seria czterech części o przygodach robaczka Lolka skierowana jest do maluszków od takich kilkumiesięcznych do 2-3 latków. Natomiast ten projekt, nad którym zaczynam pracę jest przygotowywany wspólnie z wydawnictwem Znak Emotikon dla grupy wiekowej 7-10 lat. Więcej tekstu, więcej informacji o historii lotnictwa polskiego. Oczywiście także dużo ciekawej kolorowej grafiki i mnóstwo przygód naszych prawdziwych polskich podniebnych bohaterów i bohaterek.

A propos dzieci. Potrafią wchodzić na głowę, zwłaszcza w momentach największego skupienia. Jak sobie one radzą z mamą – pisarką?

W odpowiedzi odwrócę to pytanie – jak mama-pisarka radzi sobie z nimi? Ech… no nie radzi sobie, nie ma szans połączyć pracy wymagającej skupienia z szaleństwem skaczących wokół bawiących się kilkulatków. Za to świetnie sprawdzają się w roli krytyków i recenzentów, także można wspaniale testować na nich to, co się już napisało. A to także część pracy pisarza. Czytamy sobie wieczorami i dzięki temu chwytam rytm snucia opowieści dla dzieci, tak by słuchały z zaciekawieniem.

Anna Litwinek; Dziewczyny na skrzydłach; kobiety pilotki; historia kobiet w lotnictwie, Anna Rudnicka – Litwinek: Nad tą książką pracowałam 20 lat, OK!magazyn
Anna Litwinek z córką Zosią – archiwum prywatne

“Dziewczyny na skrzydłach” to kawałek Twojego życia. W planach, marzeniach, ambicjach myślisz o równie czasochłonnym, ale tak ciekawym wydawnictwie? W miarę jedzenia, apetyt rośnie.

No cóż, ja wciąż działam i raczej podnoszę sobie poprzeczkę, niż ją opuszczam. Toteż kolejne projekty nie będą na pewno mniej ciekawe. Już książka dla dzieci zapowiada się fascynująco i wymaga sporo pracy ode mnie. Innej zupełnie pracy, bo odmienny jest styl pisania dla dzieci, budowania napięcia, konstruowania zdań i historii. A szufladę mam pełną pomysłów, szkiców, zaczętych powieści. Wystarczy, że sięgnę ręką i mam się za co brać. W planach mam także tłumaczenia z języka angielskiego wyjątkowych książek, na które natrafiłam zbierając materiały do “Dziewczyn na skrzydłach”.

Nadal każdy grosz ze sprzedanych książek odkładach na… zakup samolotu? Takie krążą anegdoty o Tobie.

Niezmiennie, choć przy posiadaniu dużej rodziny co chwila znikają gdzieś te oszczędności. Trzeba zatankować brzuszki tych małych samolocików fruwających po domu. Musze po prostu pisać coraz więcej książek.


Anna Litwinek; Dziewczyny na skrzydłach; kobiety pilotki; historia kobiet w lotnictwie, Anna Rudnicka – Litwinek: Nad tą książką pracowałam 20 lat, OK!magazyn


Dziewczyny na Skrzydłach
Rudnicka-Litwinek Anna
Data premiery: 2020-11-12; Liczba stron: 352

Fragment opisu Wydawcy:

“O, znowu baba! I co? Też będziesz płakać?”, “Jak na babsko, to ujdzie” – słyszały od swoich instruktorów. Nie pozwoliły jednak, by mężczyźni zniszczyli ich marzenia.

Poznając historię awiacji okazuje się, że kobiety zdobywały niebo na równi z mężczyznami. Sterowały pierwszymi powietrznymi statkami i konstruowały własne skrzydła z drewna. Jednak zawsze było im nieco trudniej, bo oprócz grawitacji musiały pokonać ludzką niechęć.


Rozmawiał Marcin Dąbrowski
1 Komentarz

Jeśli chcesz, skomentuj ten artykuł