Zbigniew Rybka jubileusz Teatru - OKMAGAZYN

Idź do spisu treści

Menu główne

Zbigniew Rybka jubileusz Teatru

Wywiady
 
 


Czterdzieści lat minęło...
Nowy sezon czas rozpocząć!


Teatr Powszechny w Radomiu rozpoczyna nowy sezon artystyczny. Szczególnie ważny, bo wraz z nim wkracza w drugą czterdziestkę swojej działalności. Powołany został do życia w ważnym momencie historycznym, tuż po strajkach radomskiego Czerwca ‘76, w mieście dotkniętym represjami PRL-owskich władz. Od samego początku teatr spełniał w robotniczym środowisku bardzo istotną jednoczącą i kulturotwórczą rolę. Jak się wydaje, nie inaczej jest i dziś…

W najbliższym sezonie będzie z pewnością zabawnie i refleksyjnie, dramatycznie i muzycznie, klasycznie i współcześnie... Obok lubianych tytułów, które podbiły serca naszych Widzów w minionych miesiącach, pojawią się też zupełnie nowe spektakle (w tym prapremierowe), obok utytułowanych twórców, ze sceną mierzyć się będą młodzi artyści, obok efektownych wielkoobsadowych realizacji, na afiszu znajdą się również poruszające kameralne opowieści o bliskich nam sprawach. O nowym sezonie opowiada Zbigniew Rybka, dyrektor Teatru Powszechnego w Radomiu.



 
 
 
 
 
 


To będzie wyjątkowy sezon ze względu na jubileusz 40-lecia Teatru Powszechnego. I na otwarcie premiera, jakiej dawno w Radomiu nie widziano. Zrobiony z rozmachem musical „Człowiek z La Manchy”.

Wyjątkowości sezonowi nadaje jego „jubileuszowość”, poza tym, praca - jak co miesiąc, co sezon, co rok. Czterdzieści lat w życiu teatru to, obiektywnie rzecz biorąc, nie jest okres wyjątkowo długi. W przypadku naszego teatru ważne jest to, jak intensywnie te czterdzieści lat minęło. Mieści się w nich ogromny wysiłek pierwszego dyrektora - twórcy teatru - Zygmunta Wojdana skupiony na budowaniu zespołu, tworzeniu repertuaru, prowadzeniu wlokącej się latami budowy nowej siedziby. Mieści się w nich kilka błyskotliwych sezonów Wojciecha Kępczyńskiego z pierwszymi w Polsce premierami musicalowymi, z powołaniem do życia Międzynarodowego Festiwalu Gombrowiczowskiego oraz wysiłek jego następcy, Linasa Zaikauskasa, który ostro skierował repertuar w stronę klasyki literatury dramatycznej i tradycyjnego rzemiosła aktorskiego. Później nastał czas Adama Sroki z jego zainteresowaniami współczesną literaturą dramatyczną i teatralnym eksperymentem... krótki niespełniony okres dyrekcji Andrzeja Bieniasza… Mieści się w nich i nasza współczesność, która hołdując dorobkowi teatru i odpowiadając okolicznościom, w jakich działa, stara się skupić wokół siebie zainteresowanie Publiczności, sięgając po różne gatunki i formy teatru, adresowane do szerokiego grona potencjalnych Widzów…

Czy wystawienie musicalu to powrót do repertuaru, który zapoczątkował jeszcze Wojciech Kępczyński? Nie jest to też taka „pokazówka” możliwości technicznych naszej sceny i zespołu?

Trudno powiedzieć, że wybór jubileuszowego tytułu jest powrotem do musicalu. Byłbym skłonny bardziej do użycia określenia, iż jest kontynuacją tradycji tego teatru zapoczątkowanej przez Wojciecha Kępczyńskiego jako reżysera przedstawienia
którego premiera odbyła się jeszcze za dyrekcji Zygmunta Wojdana („Ta albo żadna”, ), a później twórcy „Józefa” i „Fame”, a teraz kontynuowanej takim przedstawieniami jak „Skrzypek na dachu”, „Piaf”, „Carmen Latina”, „Cabaret”…

Po korytarzach teatralnych krążą również informacje, iż sam Pan Dyrektor Rybka w tym sezonie wystawi własny spektakl. Czyli interpretację Floriana Zellera „Z drugiej strony”. Czy to nie jest tak, że skoro sam Dyrektor wziął się za ten tytuł, to w jakiś sposób osobiście się z tematyką utożsamia?

Z tematyką chyba nie… Ale z twórczością Zellera, tak. Lubię jego sposób widzenia i opisywania świata, budowania konfliktu i postaci. Nie jest to komunikat wprost, nie jest przegadany, ale trafny i pobudzający do myślenia. Inspiruje nas, twórców, zmusza do solidnej pracy. Inspiruje też nas, widzów, do refleksji… O czym jest sztuka? Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć każdy, kto zajrzy do teatru, żeby obejrzeć przedstawienie. Ja mogę powiedzieć tylko, że dotyczy spraw naszych codziennych: relacji z najbliższymi. Pokazuje mechanizmy, które prowadzą do destrukcji tychże, ale też sposoby unikania nieszczęścia. Coś o tzw. „mądrości życiowej”…

Jubileusz 40-lecia teatru to jedno. Ale w przyszłym roku, czyli w tym sezonie teatralnym, minie 10 lat, odkąd kieruje Pan Teatrem Powszechnym. W 2008 roku deklarował Pan, iż nasz teatr będzie otwierał się na publiczność, przygotowywał premiery dla różnych grup widzów, o różnych zainteresowaniach i temperamentach. Rozumiem, że z perspektywy czasu to się udało. Co było wyzwaniem, aby dzisiaj móc powiedzieć, że deklaracje zostały spełnione?

Wydaje mi się, że składane kiedyś deklaracje zostały spełnione, a właściwie - są spełniane, bo troska o taki teatr na wysokim poziomie artystycznym, teatr dla widzów trwa nadal. I widać to staranie zarówno w tym, jak myślimy o repertuarze, jak i w doborze realizatorów i w trosce o jakość zespołu aktorskiego.

Jak radomski teatr jest dzisiaj odbierany w kraju?

Nikt nie prowadzi na ten temat jakichś badań. Możemy posługiwać się tylko różnie wyrażanymi opiniami przez osoby interesujące się teatrem
te plasują nas na dobrej, solidnej pozycji teatrów działających z rozmachem i pewnie.


 
 
 
 
 
 


Festiwal Gombrowiczowski podnosi rangę teatru i miasta?

Jestem przekonany, że tak. Dzięki naszemu Festiwalowi, Radom znajduje się w elitarnej
wyróżniającej się - niewielkiej grupie miast polskich, które mogą się poszczycić skuteczną i na wysokim poziomie organizacją międzynarodowego festiwalu teatralnego nieprzerwanie od niemal 25 lat (dokładnie od 1993 roku). To oczywiście pozytywnie pozycjonuje teatr. Fakt ten jest doskonałym narzędziem w rękach zajmujących się promocją miasta.

Powracając do 2008 roku, mówił Pan wówczas, że aby teatr dobrze funkcjonował, należałoby zwiększyć dwukrotnie obsadę. Mieliśmy wtedy, o ile dobrze pamiętam, chyba 10 aktorów. A dzisiaj?
Dzisiaj mamy stały zespół aktorski składający się z 26 artystów sceny.

Co jeszcze zobaczymy w tym sezonie? Co dla dzieci? Co dla wymagających widzów? Z czego będziemy się śmiali, a kiedy powinniśmy zaopatrzyć się w chusteczki, aby wytrzeć łzę?

Dla dzieci będzie jeszcze w tym roku „Czerwony Kapturek”. Spektakl interaktywny, podczas którego dzieciaki będą mogły poznać różne typy lalek, zajrzeć w teatralne zakamarki, „odkryć” niektóre nasze teatralne tajemnice… „Najdroższy”
to jest tytuł, którym przywitamy Nowy Rok. Mam nadzieję - w dobrych nastrojach i przy dobrej zabawie. W przyszłym roku zaprosimy też młodzież na dawno zapowiadaną „Anię z Zielonego Wzgórza”, starszych i młodszych widzów na „Dzieci z dworca Zoo”.

„Dzieci z dworca ZOO” to trudna tematyka. I wyzwanie?

Trudna? Pewnie tak. I ważna. Problemy narkomanii, wyobcowania czy niedostosowania i wynikające stąd problemy, np. ucieczka w narkotyki
tak, to trudne i ważne sprawy. Dla nas wyjątkowo niełatwe wyzwanie, bo przecież nie chcemy robić spektaklu „edukacyjnego”. Będziemy „edukować” naszych widzów, jeżeli stworzymy interesujące, prawdziwe emocjonalnie przedstawienie i dostarczymy w ten sposób naszym widzom istotnych przeżyć, na tyle istotnych, że zechcą kupować na przedstawienie bilety.

„Mistrz i Małgorzata” w reżyserii Grigorija Lifanowa wystawiana była już w Elblągu. Będzie to przeniesienie, czy zupełnie nowa inscenizacja?
To będzie zdecydowanie zupełnie nowa adaptacja tekstu i zupełnie inne przedstawienie.

Czego, z okazji jubileuszu życzy się dyrekcji, czego życzy się aktorom? Ta profesja jest niezwykle bowiem przesądna.

…Połamania…


Rozmawiał Marcin Dąbrowski



 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego