Wilki Dwa radomianki boja sie zaszalec - OKMAGAZYN

Idź do spisu treści

Menu główne

Wilki Dwa radomianki boja sie zaszalec

Wywiady
 
 


Radomianki boją się zaszaleć

Wiele Panien Młodych wciąż poszukuje swojej jedynej i wymarzonej sukni, często nie wiedząc do końca, jaki model będzie dla nich odpowiedni. Mogą wybrać suknię z „sieciówki”, czyli z katalogu lub zaszaleć, pozwalając projektantkom na uzewnętrznienie własnego „JA”. Wbrew pozorom, za takie szaleństwo nie dostaniemy słonego rachunku. Z Sylwią Wilk, z atelier Wilki Dwa oraz Sukienkowo, rozmawiamy o modzie ślubnej.

 
 
 
 
 
 



Co znaczy dzisiaj być projektantem mody? Wystarczy umieć coś naszkicować, następnie uszyć i to… wystarczy?


Absolutnie. To umiejętność zachowania harmonii miedzy pięknem a użytecznością. Wykształcenie artystyczne oczywiście jest niezbędne w tym zawodzie. Kształtuje wrażliwość, wyczucie estetyki, umiejętność patrzenia pod względem artystycznym, znajomość rysunku żurnalowego, który jest również jest niezbędny, wiedza z krawiectwa i materiałoznawstwa. Jakby tego było mało dochodzi wiedza z historii sztuki i kostiumologii. I teraz większość osób może być zdziwiona: projektant nie musi umieć szyć, ale powinien mieć znajomość wyczucia tkaniny i konstrukcji.

Przerażająca liczba umiejętności. Czy aby to na pewno wszystko?
To podstawa. A do tego dochodzi chyba sprawa najważniejsza. Reklama jest dźwignią handlu, więc projektant powinien posiadać wiedzę z zakresu marketingu, bo to rynek decyduje o tym, czy kolekcja. którą stworzy przyjmie się wśród odbiorców. Projektant nie może tworzyć tylko w zaciszu własnej pracowni. Musi pokazywać swoje kolekcje na prestiżowych konkursach i poddać się ocenie ludzi z branży. To umacnia jego pozycję i prestiż. Takie są niestety modowe realia. Bezwzględne. Od projektanta wymaga się tworzenia kolekcji dla różnych odbiorców i grup docelowych. Można więc stwierdzić, że projektant to artysta, wizjoner, stylista, psycholog i marketingowiec w jednym.

Wasza historia modowa sięga waszego dzieciństwa.

Razem z siostrą bawimy się modą od… zawsze. Pierwsze kreacje, szyte ręcznie, powstawały na lalkach. W wieku 13 lat dostałyśmy prawdziwą maszynę do szycia i zaczął się kolejny etap przeróbek ubrań: spódnica ze spodni, z bluzki kamizelka. Następny etap to szycie stroi tanecznych, latynoamerykańskich i tańców standardowych, które szyłyśmy najpierw dla własnych potrzeb a potem dla innych tancerzy. To wymagało dużej precyzji i kreatywności. Te ubiory te musiały pracować razem z ciałem i dobrze prezentować się w ruchu, ale również zwracać na siebie uwagę. Chcąc poszerzyć nasze zainteresowania modą zdecydowałyśmy się na naukę w szkole odzieżowej. Od tego momentu zaczął się w nas etap eksperymentów modowych, testowanych na sobie z wszelkimi dziwactwami. O zawodzie projektanta zdecydowałyśmy się po skończeniu Studium Plastycznego w Warszawie. Tam zdobyta wiedza dała nam możliwość dostania się z kolei do Kolegium Mody na ASP w Łodzi. Pierwszą autorską kolekcję zaprezentowałyśmy w 1997 roku w Warszawskim Teatrze Małym. Od tamtej pory złapałyśmy bakcyla na „bycie” w świecie mody. W 1999 roku otworzyłyśmy swoje pierwsze Atelier w Radomiu. Tam powstawały już następne kolekcje, jak również kreacje dla indywidualnych klientów. Dzięki temu nasza pasja stała się sposobem na życie i zarabianie pieniędzy. Będąc na ASP miałyśmy możliwość współpracy z wieloma firmami odzieżowymi, takimi jak Elizabeth Konin (suknie ślubne) oraz Cambeline (suknie ślubne).  Zdobyte tam doświadczenie wykorzystujemy do dziś. Przez cały okres studiów udało nam się wygrać większość prestiżowych konkursów dla młodych projektantów, takich jak: Moda Folk, Projekt Future, Prząśniczka Lwów, Złota nitka. Dzięki tym konkursom zostałyśmy docenione przez wybitne grono znawców mody takich jak: Barbara Hof, Bernard Ford Hanaoka, Jerzy Antkowiak. Nasz styl stał się rozpoznawalny. W 2004 roku otworzyłyśmy pierwszą naszą szwalnię produkując odzież z metką "Wilkidwa" na większą skalę. Nasze ubiory miały swoich odbiorców w butikach w wielu miastach Polski. W 2005 roku otworzyłyśmy nasz pierwszy butik w Radomiu. W między czasie nasze niszowe ubrania cieszyły się dużym zainteresowaniem w prestiżowych showroom'ach. Odkąd moda stała się dla nas sposobem na życie przyjemnie jest spotkać przypadkowych ludzi chodzących w naszych ubraniach.

Dlaczego, Twoim zdaniem, wiele kobiet mówi o modzie, o wyróżnianiu się a w konsekwencji ubiera się (stylizuje) w sieciówkach? Nie tylko chodzi o stylizacje codzienne, ale sieciówkami nazywam również salony mody ślubnej, gdzie z katalogów wybiera się model sukni.

Moda w potocznym rozumieniu oznacza potrzebę naśladowania innych, aby się z nimi identyfikować. Ta psychologiczna potrzeba najbardziej widoczna jest w ubiorze. I tu przykładem są sieciówki. Kupujemy tam, bo chcemy przynależeć do danej grupy i nie lubimy odstawać od normy. Kolejny przykład to również salony sukien ślubnych, tzw. suknie z katalogu. Dlaczego tak jest? Ponieważ „zwykły” klient boi się eksperymentować, bo może czuć się odrzucony i niezaakceptowany przez innych. Stąd naśladownictwo i kopiowanie gotowych kreacji, najczęściej tych z czerwonego dywanu.

 
 
 
 
 
 


Jak wygląda proces „ubierania” przyszłej panny młodej? Same coś proponujecie, czy ktoś przychodzi z własnym pomysłem, szkicem, zdjęciem… i możecie to przelać na zmaterializowanie sukni?


Większość klientek boi się zaszaleć, ale po przymiarkach zmieniają zdanie. Na tak specjalne okazje jak ślub tworzymy tylko niepowtarzalne kreacje. Początkiem tworzenia procesu takiego zamówienia jest szczegółowy wywiad, czego klient oczekuje, jaki styl preferuje, kiedy i gdzie odbywa się uroczystość. Omawiamy fasony w których dobrze wygląda, co chce wyeksponować, a co zatuszować, oraz następuje analizujemy sylwetki i proporcje. To jest baza do powstania pierwszych szkiców. Następnie powstaje konkretny projekt w postaci rysunku żurnalowego oraz technicznego. Następnym etapem jest wybór tkanin i dodatków. Potem powstaje pierwowzór sukienki, gdzie klient ma możliwość dokonania zmian w kroju. Po nałożeniu wszystkich poprawek szyta jest kreacja. W naszej ofercie dbamy również o dobór dodatków.

Patrząc na wasze szkice widać z jednej strony szykowne, wyrafinowane jedwabie i tafty, z drugiej – dziewczęce fasony. Jakie było najtrudniejsze wyzwanie, któremu musiałaś sprostać w tematyce ślubnej?

Było ich wiele. Największym wyzwaniem dla nas była kreacja ślubna na finał kolekcji dyplomowej, gdzie musiałyśmy wyrazić temat zanikania tożsamości płciowej w ubiorze.

Klientki wracają?

Jedna z naszych wspaniałych klientek szyła już trzecią suknię ślubną. Wszystko w życiu może się zdarzyć, nawet trzy śluby. Nawet z tym samym mężem (śmiech).

Rozmawiał Marcin Dąbrowski

 
 
 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego