Seks dla opornych - OKMAGAZYN

Idź do spisu treści

Menu główne

Seks dla opornych

Kultura artykuły
 
 


Trudna sztuka bycia razem

Powoli dobiegający końca sezon teatralny przyniósł zróżnicowane premiery. Ostatnia z nich – „Seks dla opornych” – to sztuka w reżyserii Henryka Jacka Schoena – wieloletniego dyrektora krakowskiego Teatru Bagatela, miłośnika świetnych tekstów, a przede wszystkim wrażliwego człowiek. Bez jego uważnego spojrzenia na świat nie udałoby się z powodzeniem opowiedzieć tej niełatwej historii pewnego małżeństwa.



 
 
 
 
 
 


To Pańskie pierwsze spotkanie z radomskim zespołem, ale nie pierwsze z tym tekstem.

Tak, nie pracowałem wcześniej z tutejszymi aktorami. Natomiast w Teatrze Bagatela w Krakowie, którego jestem dyrektorem, realizowałem tę sztukę właściwie dwa razy. Jest to spektakl dwuosobowy i robiłem go w dublurach i tak się złożyło, że powstały dwie bardzo różne realizacje. Te same sytuacje, te same zdania, a efekty zupełnie odmienne. Jedyna różnica to aktorzy – jedna para to czterdziestolatkowie, a druga to ludzie mający po pięćdziesiąt pięć lat. To było dla mnie bardzo ciekawe reżyserskie doświadczenie, bo okazało się, że powstały dwa kompletnie różne światy. Czterdziestolatkowie, rozmawiając o swoim małżeństwie, mają przed sobą jakąś perspektywę. Pięćdziesięciolatkowie są na siebie skazani, choć może to nie do końca właściwe słowo. Chodzi raczej o większe przywiązanie, więcej wspólnie przeżytych lat. Trudno to opisać, bo słowo „skazani” brzmi bardzo pejoratywnie, a tymczasem chodzi o to, że ta starsza para, rozmawiając o niedoskonałości swojego małżeństwa, ma ze sobą silniejszą więź, więcej nitek porozumienia, które narodziły się w ich dotychczasowym życiu małżeńskim. Te zupełnie inne perspektywy u każdej z par są niezwykle ciekawym zjawiskiem.

Jaką parę zobaczymy na deskach radomskiego teatru?

Tak się złożyło, że pracuję tutaj z aktorami niezwykle interesującymi, bardzo wrażliwymi, których dzieli duża różnica wieku – Katarzyną Dorosińską, która nie ma jeszcze trzydziestu lat, i Łukaszem Mazurkiem, który jest w okolicach czterdziestki. Powstała opowieść o małżeństwie z dwunastoletnim stażem. Bardzo młoda kobieta wyszła za mąż za starszego o dziesięć lat mężczyznę, ale po latach małżeństwa ona dojrzała w swojej kobiecości, seksualności. Natomiast dla mężczyzny, który przeżył z nią dwanaście lat i wiele skomplikowanych sytuacji, coś się wypaliło. Ta młoda kobieta w swojej determinacji postanawia jakoś ratować ten związek, więc wynajmuje najlepszy w mieście hotel i zabiera ze sobą książkę „Seks dla opornych”, licząc na to, że taka dwudniowa sesja okaże się ratunkiem.

Istotne jest to, że oni chcą szukać sposobu na to, żeby nadal być razem. W przeciwnym wypadku w ogóle nie spotkaliby się w tym hotelu.

Powstałby mur milczenia i nastąpiłby koniec. Natomiast tutaj z jednej i z drugiej strony jest wyczekiwanie, co się stanie. Ta wrażliwość otwiera różne zakamarki prawdziwych słów, które dotychczas były gdzieś schowane, zablokowane. Oni nie potrafili ze sobą rozmawiać, a teraz raptem to wszystko wybucha. To przepiękna przypowieść o małżeństwie.


 
 
 
 
 
 


To trochę opowieść o tym wszystkim, co zabija związek – o rutynie, ryzyku znudzenia się sobą, utonięciu w codziennych obowiązkach i pośpiechu.

Mam takie wrażenie, że może nie o rutynie, ale o braku uważności na siebie, niedostrzeganiu swoich wzajemnych potrzeb. To też opowieść o tym, że świat mężczyzny jest zupełnie innych niż świat kobiety. Mężczyzna ma potrzebę budowania, osiągania swoich celów, zapewnienia dostatniego bytu rodzinie. Natomiast kobieta – szczególnie taka jak tutaj, czyli bardzo młoda i wrażliwa – potrzebuje świata zbudowanego z uczucia, opartego na wrażliwości tej drugiej strony.

Czy kryzys w parze z tak dużą różnicą wieku jest trudniejszy? W momencie zawierania małżeństwa to była młodziutka dziewczyna, a te dwanaście lat to czas ogromnej zmiany. Przecież dziś to jest zupełnie inna kobieta niż ta, która w ten związek wchodziła.

Tak, ale też istnieje coś, co ma ogromne znaczenie, a co się nazywa „prawem pierwszych połączeń”. Ta młoda kobieta weszła w związek, traktując tego mężczyznę jak swojego guru, przewodnika. Istniał pewien rodzaj uzależnienia. Myślę, że w tym hotelu – daleko od codzienności, w której jest dom, są dzieci – oni nareszcie po raz pierwszy naprawdę szczerze rozmawiają. Okazuje się, że to jest niezwykle budujące i scala ich związek, a spektakl kończy się dla tego związku niezwykle optymistycznie. Znowu są razem. Ona zauważa, że ma partnera, który jest bardzo wrażliwym człowiekiem, o czym przez te wszystkie lata zapomniała.

Pewnie niełatwo było o tym pamiętać, szczególnie że ich relacja przez wszystkie te lata mocno się zmieniła.

W momencie, kiedy spotykamy naszych bohaterów są dwanaście lat po ślubie, więc są dojrzałym małżeństwem. Ta kobieta, mając bardzo zapracowanego męża, wzięła w swoje ręce stery małżeństwa, to ona zajmuje się domem, ale nie zapomniała, że jest wrażliwą kobietą i potrzebuje tej wrażliwości także ze strony mężczyzny. Stąd konflikt.

Tę parę łączy to, że nie buntują się przeciwko swoim rolom. To znaczy, że ona nie buntuje się, że jest matką, żoną i, tak jak Pan powiedział, trzyma stery tego małżeństwa. To jest siła tego związku, że nie ma w nich złości, tylko…

…brakuje „tego czegoś”.

Tej iskry.

Właśnie. Jeżeli się przeciwko czemuś buntują, to tym czymś jest pomału zbliżająca się szarość życia powszedniego. Ona jest optymistką, uważa, że to małżeństwo można uratować, ale by terapia była skuteczna, choć na chwilkę trzeba zerwać z kontekstem własnego domu, z pewną rutyną seksualną, która spowodowała, że przestało iskrzyć. Książka „Seks dla opornych”, zresztą bardzo zabawnie w tej sztuce wykorzystana, jest niezbędnym „podręcznikiem” tej terapii.

Tak, ale tytułowy seks jest tylko swego rodzaju narzędziem.

W pewnym momencie pada ze sceny zdanie wprost, że liczy się bliskość, a seks jest tylko pewną oznaką, finałem, wynikiem istnienia autentycznej więzi. Wszystko, co w dziedzinie seksu może się wydarzyć w tym małżeństwie, nie może zaistnieć w sposób pełny w momencie, kiedy ona nie czuje bliskości. Myślę, że to bardzo prawdziwe.

Nie chcę zdradzać zakończenia spektaklu, natomiast słowa, które padają, sytuacje, o których jest mowa, które się przywołuje z przeszłości i przyrównuje do teraźniejszości są niezwykle wzruszające. Mają ogromnie dużo uroku.


Oczywiście, że tak (śmiech)! Na tych spektaklach, które oglądam w Krakowie ludzie przeżywają wszystkie emocje i ja, reżyserując, nie boję się ich. Jest śmiech, ale też duże przejęcie losem bohaterów, szczególnie kiedy zaczynają mówić bardzo poważnie o swoich potrzebach. Każdy na widowni ma własne przeżycia, które może skonfrontować, utożsamić z tą historią. Co jeszcze charakterystyczne dla tego spektaklu, to że są fragmenty, podczas których na widowni śmieją się wyłącznie kobiety i takie, kiedy śmieją się tylko mężczyźni. To pokazuje niesamowitą odrębność naszych światów.

Tekst sztuki został napisany jako komedia?

Nie wiem. Nie chcę tego nazywać komedią. Mamy tu do czynienia z gatunkiem, który bardzo lubię. Jest to spektakl, w którym widzimy kawałek życia, a ono zawsze składa się z czegoś niezwykle zabawnego i z czegoś bardzo poważnego, czasem nawet smutnego. Wydaje mi się, że taki konglomerat różnych elementów decyduje o wartości tej sztuki. Ten tekst ma ogromny potencjał. W pewnych fragmentach idziemy bardzo w głąb postaci. Ta dwójka aktorów, jest obdarzona ogromnymi talentami, a równocześnie niezwykłą pracowitością, wrażliwością i – tak jak ja to nazywam – umiejętnością obgryzania roli do kości. Takie połączenie jest rzadkością wśród współczesnych aktorów, więc praca z Kasią i Łukaszem to dla mnie ogromna przyjemność.

Oboje mają w swoim dorobku role o różnych profilach.

Kasia (Katarzyna Dorosińska) jest świetnie przygotowana do tego zawodu i ma niezwykły słuch muzyczny. W takim jak ten dramatycznym tekście pewna muzyka, sposób mówienia w jej wydaniu jest bardzo ciekawy, bo ona ucieka od sztampy. Pewne zdania zawsze mówimy według jakiegoś schematu. Natomiast Kasia osiąga proponowany przeze mnie efekt, ale zupełnie inną drogą, inną muzyką, innymi akcentami. Jest to dla mnie bardzo ciekawe. Natomiast Łukasz (Łukasz Mazurek) przeprowadza wszystko przez swoją ogromną wrażliwość. Każdą kwestię trawi najpierw gdzieś głęboko w swojej duszy i doszukuje się w niej absolutnej prawdy. To jest bardzo ciekawa praca.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Agnieszka Wojciechowska
Foto: P. Skrzypczyk

 
 
 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego