Polska jest kobieta Marcin Dabrowski - OKMAGAZYN

Idź do spisu treści

Menu główne

Polska jest kobieta Marcin Dabrowski

Wywiady
 
 


Polska jest kobietą,
ale Polki na równe prawa liczyć nie mogą


Powoli zaczyna się głośno mówić  o tym, czego Polkom brakuje, co należy zmienić, a co poprawić. Nieustannie powraca temat przemocy wobec kobiet, zarówno domowej, jak i ekonomicznej. Zdaniem, Rzecznika Praw Obywatelskich, w Polsce nadal brak realizacji różnego rodzaju aktów prawnych. Ostatni rok pokazał, że konieczna jest ciągła obrona praw kobiet, wydawałoby się tak oczywistych. Jesteśmy świadkami zamachu na Polki poprzez m.in.: likwidacje rządowego programu finansowania zabiegów in vitro, próbę wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji, zapowiadane zmiany prawa mające na celu ograniczenie do antykoncepcji czy wreszcie próby wypowiedzenia Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, a także likwidację przepisów gwarantujących prawo do godnego porodu oraz przestrzegania standardów opieki okołoporodowej. Męski głos w kobiecej sprawie – o problemach rozmawiamy z Marcinem Dąbrowskim, przewodniczącym SLD w Radomiu.


 
 
 
 
 
 


Jest szansa na zmianę? Jak długo i głośno kobiety muszą krzyczeć, aby ktoś zechciał spojrzeć na problemy z którymi muszą zmagać się każdego dnia?

A czy kobiety krzyczą? Gdyby tak było, już dawno politycy pochyliliby się nad patologią, jaką jest nierówne traktowanie kobiet. O tym mówi się, pisze, dyskutuje… i nic z tego nie wynika od lat. Oczywiście, w sferze związanej z zaostrzeniem praw aborcyjnych czarne protesty doprowadziły do wycofania się przez rządzących z pomysłu obostrzenia przepisów, ale ważniejsza jest sfera codziennego życia, czyli to, z czym kobiety zmagają się każdego dnia. Niskie zarobki, kiepska pomoc państwa dla matek dzieci niepełnosprawnych, nierówne traktowanie na rynku pracy, zwłaszcza samotnych matek. Do tego przemoc i fizyczna, i psychiczna, która spowodowana jest często frustracją. Dziś, w dobie kapitalizmu, człowiek traktowany jest jak rzecz. A kobieta, przy naszej polskiej mentalności, wynikającej ze stereotypowego wychowania, wydaje się być jeszcze bardziej uprzedmiotowiona. Gdzie jest problem? W połowie w samych kobietach, które patrząc na brutalny świat polityki, mają poczucie bezsilności, braku wpływu na rzeczywistość, co pogłębia poczucie niskiej wartości.


Jest aż tak źle?


Nie jest najlepiej, a na pewno sytuacja nie zmierza do normalności. A kobiety polityczki wcale nie pomagają w poprawie sytuacji kobiet. Feministki są wyśmiewane, nie mają dziś zaufania społecznego. Wszystko przez to, że skupiły się na sprawach światopoglądowych. Z kolei kobiety związane ze środowiskami liberalnymi, jak z Platformą Obywatelską, od wielu lat obiecują, że zajmą się wieloma sprawami… od kolejnej kadencji. Konserwatywne światopoglądowo polityczki, związane choćby z Prawem i Sprawiedliwością, raczej nie spowodują, będąc w cieniu decyzyjnym kolegów mężczyzn, że głośną upomną się choćby o zwiększenie świadczeń pielęgnacyjnych. Paradoksem jest to, że kobiety jednocześnie zaczynają piastować najważniejsze i decyzyjne stanowiska w państwie, i nic się nie dzieje, nie ma żadnego nacisku na walkę z dysproporcjami.


Ale rządzący poprawiają byt, zapowiadają coraz to nowe programy, poprawiające finanse rodzin, tym samym kobiet.


To jest polityka socjalna. Można dyskutować jaki ona ma wpływ na budżet kraju, a co za tym idzie i na większe podatki, bo z czegoś trzeba przecież mieć dochody budżetowe. Rząd nie drukuje pieniędzy. On obraca naszymi pieniędzmi z podatków. Jako szef SLD w Radomiu byłbym hipokrytą twierdząc, że takie programy jak 500+ są złe. One wymagają korekty. Ale pamiętam, jak przy wprowadzeniu programu, wiele kobiet zwalniało się z pracy, aby spełnić kryteria dochodowe. W ten sposób pozbawiały się okresów składkowych związanych z prawami emerytalnymi. To rządzący powinni przewidzieć i tak wprowadzić program, aby był bardziej dostosowany do polskiej codzienności. W tym zakresie program raczej skrzywdził kobiety, które żyją i mieszkają poza dużymi aglomeracjami, gdzie zarobki są dużo wyższe niż w średnich i małych miastach. W tej Polsce poza Warszawą, każde 100 złotych, które zwiększają miesięczne dochody rodziny, to często deska ratunku. W Warszawie, gdzie zarobki są wyższe niż choćby w Radomiu, przeciętna rodzina z dwójką dzieci może co weekend zastanawiać się GDZIE wyjść z dziećmi, a w każdej innej części kraju, ZA CO.


I z czym politycy SLD mogą wyjść do kobiet, wyborców, skoro to PiS stał się dziś partią socjalną?


Po pierwsze, jesteśmy partią przewidywalną. Młode pokolenie lewicy, nie jest też skażone koniunkturalizmem. Jako osoby, które pracują, wychowują dzieci, wiem z jakimi problemami każdy Polak się zmaga, co należy poprawić w systemie, aby żyło nam się lepiej. Brzmi jak frazes? Może, ale elity ostatnich 27 lat już przebrzmiały. Stawianie na tych, którzy sprawują non stop władzę, a dzięki temu, nam, zwykłym obywatelom wcale lepiej się nie żyje, jest po prostu nierozsądne. A powracając do tej przewidywalności. Łączymy sprawy socjalne z wolnością obywatelską. My nic nie nakazujemy, nie zaglądamy do łóżek. A jednocześnie chcemy, aby wszelkiej nierówności zostały zlikwidowane.




 
 
 
 
 
 

To naprawdę frazes.

Gospodarka wolnorynkowa doprowadziła do tego, że człowiek pracy traktowany jest jak rzecz. Umowy śmieciowe lub w ogóle brak umów, niskie płace, pracujący, którzy z własnych podatków utrzymują źle zarządzany system socjalny czy opieki medycznej… to wszystko wymaga zmian. Nie godzimy się na coraz większą skalę nierówności, gdzie od wielu lat liberałowie wmawiają nam, że rządzą prawa rynku, który krzywdzi zwykłego człowieka. To wszystko wmawiają nam Ci, którzy są najbogatsi, którzy udają, że chcą zwiększyć dochody najbiedniejszych, ale bez redukcji własnych dochodów. Tak się nie da. Żeby zmniejszyć nierówności potrzeba wyższych płac, zmian podatkowych, rozsądne regulacje dla przemysłu i finansów. Stagnacja stanowi problem. Kolejnym pokoleniom żyje się po prostu gorzej niż poprzednim. Pod powierzchnią nowoczesności i tak zwanego normalnego życia znowu wzbiera furia z powodu frustracji brakiem perspektyw na godne życie, płacę i godną starość zwykłego człowieka. Liberałów to nie obchodzi. Człowiek w kapitalizmie nie może być samotny i pozbawiony opieki państwa. Jesteśmy, jako młode pokolenie SLD, konserwatywni w tym właśnie przekonaniu. Nie pozwolimy, aby codziennością stało się to, co szyderczo opisywał w swoich dramatach Samuel Beckett, miejsce człowieka – rzeczy w żelaznym systemie reguł wolnego rynku.

Uciekliśmy od tematu kobiet, które w całym tym systemie najbardziej cierpią nierówności. Wracając do światopoglądu, czy czarne strajki mają sens? Czy to nie jest tak, że pomimo iż na ulice wychodzi taka rzesza kobiet nadal jakby nikt tego nie słyszy? Czy celowo odwraca się od nich uwagę?

Czarny Marsz, który odbył się w październiku ubiegłego roku pokazał, jak szybko kobiety potrafią się zorganizować i wspólnie zamanifestować prawo ograniczenia wolności. Wówczas nie mówiono o liberalizacji prawa, ale obnażano brak możliwości decydowania. Hasła „Kary dla gwałcicieli, nie dla kobiet”, czy „Martwa dziecka nie urodzę” pokazują, w jakiej Polsce tak naprawdę żyjemy. Dzięki tym protestom zmianie uległ jednak sposób wypowiadania się o podmiotowości kobiet i miejscu kobiet w Polsce. Pisano i mówiono wówczas zarówno o przemocy fizycznej czy seksualnej, jak i o braku szacunku i warunkach życia w patriarchalnym społeczeństwie: „Kobiety są nieszanowane, są pogardzane, są szykanowane”, „Dość ciemnoty, ideologii i fanatyzmu!”, „Żądamy respektowania praw kobiet!”.

Ustawa antyaborcyjna zabiera nam prawo do decydowania o sobie.


Czarne protesty obudziły kobiety. Nie chodzi tu o sprawy związane z zaostrzaniem lub liberalizacją ustawy. Dzięki tym protestom zaczęto mówić o problemach kobiet w ogóle. Jeśli sięgnąć pamięcią, od zmian ustrojowych w 1989 roku, poszczególne rządy nie traktowały kobiet sprawiedliwie. Od wielu lat badania wyraźnie pokazują, że na rynku pracy kobiety mają słabszą sytuację od mężczyzn, zarabiają mniej, często są ofiarami przemocy domowej oraz przemocy ekonomicznej ze strony mężów i partnerów. Ponadto, na ogół po rozwodzie to na matkach spoczywa ciężar finansowy wychowania dzieci, ponieważ ojcowie bardzo często nie wywiązują się z obowiązków alimentacyjnych. O tym zaczęto, przez chwilę mówić.


Czy powinniśmy patrzeć w stronę dużej polityki z nadzieją na zmianę czy raczej tych zmian szukać i wymagać od samorządowców?


Od wszystkich polityków każdego szczebla. Od kobiet, i od mężczyzn. Ale może, tak trochę cynicznie, biorąc pod uwagę, że Polska to kraj patriarchalny, znaleźć najpierw zrozumienie dla zmian u… polityków płci męskiej. Oczywiście nie z PO czy z PiS, bo te partie w swoich programach niewiele mają do zaoferowania kobietom. Podobnie PSL czy Kukiz’15. Tylko lewica, i to też ta młoda, nie skażona określeniem „leśnych dziadków”. Jeśli to mężczyźni mają realny wpływ na decyzje, to polityk rozumiejący, że potrzebne są miejsca w żłobkach i przedszkolach, że edukacja dzieci i dostęp do lekarzy jest ważniejszy niż czołgi i rakiety… to kobiety powinny to wykorzystać. Ja wykorzystać w taki sposób dam się. Nawet nie trzeba mnie przekonywać.

W naszym kraju upływa bardzo długi czas od momentu zawiadomienia o przestępstwie na tle seksualnym, aż do odebrania przesłuchania w sądzie. Wciąż mała jest liczba ośrodków pomocy, cofane są też dotacje na działalność organizacji, które pomagają ofiarom przemocy. Rząd lekceważy ten problem choć staje się on coraz poważniejszy. Kobiety albo boją się mówić o stosowanej wobec nich przemocy albo widząc brak możliwości na poprawę sytuacji tkwią w niej. Pomimo powszechnego dostępu do informacji nadal  za mało jest kampanii społecznych. Nadal brak silnego „męskiego głosu” w obronie kobiet.

Brakuje też odpowiedniej edukacji na tle przeciwdziałania przemocy, w tym seksualnej. Odpowiednie programy realizowane w szkołach to przede wszystkim profilaktyka prozdrowotna, to wskazywanie zagrożeń związanych również z przemocą seksualną w rodzinach czy w środowisku nastolatków. To również niższa liczba niechcianych ciąż a co za tym idzie, również eliminowanie aborcji, z którymi walczą środowiska prawicowe. To wreszcie nauka szacunku do innego człowieka, a z tym okazywaniem szacunku to już ogólnie mamy w Polsce kryzys. Wiele spraw wymaga zmian, i to na pewno się zmieni, kiedy zaczniemy po prostu myśleć, a nie ulegać emocjom politycznym.

Dlaczego tak jest?

Dlaczego ulegamy emocjom? Bo jesteśmy ludźmi. Ale emocje nie zwalniają nas od myślenia. Dlatego warto się dziś zastanowić, czy kolejny raz chcemy głosować w wyborach na tych samych. PiS czy PO? Żadna różnica, skoro wiele się w tym kraju nie poprawiło. Receptą dziś jest młode pokolenie lewicy.



Rozmawiała: Łucja Leśniewska
Foto: Radomska Grupa Mediowa; OK!magazyn

 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego