miara sukcesu ewa minge femestage - OKmagazyn

Przejdź do treści

LIFESTYLE

Miara sukcesu - Ewa Minge


Ewa Minge – wizjonerka, kobieta odważna, a przede wszystkim marzycielka, bo bez marzeń nie osiągnęłaby sukcesu na miarę globalną. Osoba nietypowa, bo choć jako artystka czasem ma głowę w chmurach, to ciągle stoi twardo na ziemi i nie zapomina, że życie nie dla każdego jest łaskawe – stąd fundacja charytatywna Black Butterflies. Znana na całym świecie projektantka mody, która od niedawna ma swój butik w także w Radomiu, specjalnie dla „OK!magazynu” opowiedziała o tym, jak dzisiaj patrzy na świat i pracę.

Pokazywała Pani swoje kolekcje na Tygodniu Mody Haute Couture w Paryżu, Tygodniu Mody w Nowym Jorku. Pani  projekty nosiła Paris Hilton, Cheryl Cole czy Kelly Rowland. To więcej niż udało się osiągnąć innym polskim projektantom. Co to dla Pani znaczy?
Moda to moja pasja, projektowanie to powietrze, którym oddycham. Nie wyobrażam sobie życia bez tego. Każdy artysta w swojej pracy dąży do perfekcji i ma potrzebę ustawicznego tworzenia. Ja także zaliczam się do grupy osób, które nie potrafią spocząć na laurach i ciągle mają głowę pełną nowych pomysłów. Wyznacznik każdego sukcesu to niewątpliwie mieszanka talentu i ciężkiej pracy.
Zaproszenie na Fashion Week do światowych stolic mody jak Paryż czy Nowy Jork to musiało być szalenie miłe wyróżnienie i niezwykłe przeżycie.
Fashion Week to wielka inwestycja i szansa dla marki odzieżowej, ale także harówka okupiona ogromnym stresem.
Za kulisami to przede wszystkim walka z czasem i wielka presja. Mnie się udało, miałam możliwość prezentacji kolekcji na najsłynniejszych wybiegach i pomimo wielu trudnych chwil i wielogodzinnych przygotowań zawsze wszystko kończyło się oklaskami i sukcesem. Było warto!

Który sukces był dla Pani tym najważniejszym, miał największe znaczenie?
Niewątpliwie był to pokaz na Schodach Hiszpańskich w Rzymie podczas imprezy Alta Roma i otrzymanie nagrody od mera wiecznego miasta. To wydarzenie jest kluczowe w mojej karierze i chyba przysporzyło mi najwięcej emocji i radości. Poza tym, mam przepiękne atelier w Mediolanie, w luksusowej kamienicy, w dzielnicy mody, to także sukces i zarazem mój drugi dom.

Czy to, w jaki sposób potoczyła się Pani kariera, jest dla Pani spełnieniem jakichś młodzieńczych marzeń? W końcu tytuł wydanej przez Panią biografii brzmi „Życie to bajka”.
Urodziłam się z zamiłowaniem do sztuki i tworzenia. Zawsze byłam bardzo wrażliwa, widziałam otoczenie w inny sposób, przyjmowałam życie w innych kategoriach.
Nie do końca zgadzałam się na świat, który mnie otaczał, byłam pozytywną buntowniczką. Projektowanie to nie tyle marzenie co bardziej moja osobista ucieczka od szarości i codziennej monotonii.
Praca odzwierciedla moje wnętrze, pozwala mi też fantazjować, urzeczywistniać marzenia i wprowadzać w życie szalone pomysły. Sztuka jest moją drugą naturą, nierozerwalną częścią osobowości, o której nie da się zapomnieć.
Często powtarzam, że tworzenie to posiadanie w sobie bogactwa, które trzeba mieć odwagę urodzić i pokazać światu.

Jak czuje się Pani w Polsce, w kraju, w którym czasem wydaje się, że zawiść, zazdrość, to niestety cechy narodowe? Nie miewała Pani ochoty, by stąd wyjechać?
Całe moje życie to rozjazdy, podróże, przywykłam już do takiego stanu. Nie mam jednego domu, aczkolwiek w Polsce ostatnio czuję się zdecydowanie najlepiej. Kocham naszą naturę, klimat, jedzenie i wracam tu, gdy chcę wypocząć i nabrać sił do nowych działań.
Oczywiście każdy kraj/naród ma jakieś wady, ale ja staram się znajdować pozytywy i cieszyć się tym co piękne, dobre i prawdziwe.

Wielokrotnie była Pani krytykowana, wręcz atakowana, w naszych mediach. Jak dziś postrzega Pani tę sytuację?
Zazdrość, zawiść czy nienawiść zawsze będą towarzyszyć sukcesowi. Będąc osobą publiczną, przyzwyczaiłam się już do negatywnych opinii i plotek na swój temat.
Uważam że, ludzie którzy je kreują są bardzo nieszczęśliwi i niedowartościowani. W gruncie rzeczy jest mi ich bardzo żal. Poza tym, nie przywiązuję zbyt dużej wagi to „hejtów”, na co dzień nie mam nawet czasu ich analizować.

Nasunęło mi się inne pytanie, można by powiedzieć o swego rodzaju patriotyzm. Dlaczego nie ucieka Pani z produkcją na zagraniczne rynki?
Od lat posiadam zakład produkcyjny w Polsce, w którym powstaje większość moich kolekcji. Tutaj dysponuję zespołem najlepszych pracowników, z którymi współpracuję od lat i to daje mi wiele swobody w działaniu. Dzięki doświadczeniu i zaangażowaniu moich ludzi mam dużo mniej stresów i zawsze czuję, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik.

Z jakimi reakcjami spotyka się Pani, kiedy mówi komuś, że jest z Polski? To nie jest szczególnie znany kraj, a już na pewno nie, jeśli weźmiemy pod uwagę branżę modową.
Z doświadczenia wiem, że są to bardzo pozytywne reakcje. Polacy to ludzie sukcesu, znani i szanowani na świecie. Jesteśmy pracowici, zaradni i wymagający, a przez to zauważani i  doceniani na arenie międzynarodowej. Gdziekolwiek jestem, spotykam się z pozytywnym obrazem naszej ojczyzny i mam nadzieję, że tak pozostanie. Życzę sobie i wszystkim Polakom, żebyśmy mogli być zawsze dumni z naszego kraju.

Czuje się Pani ambasadorem Polski? Bo właściwie taką rolę zdarza się Pani odgrywać.
Nie czuję się ambasadorem, raczej reprezentantem. Robię to, co kocham i miło mi, gdy ktoś to docenia. Cieszę się jeszcze bardziej, gdy zauważają mnie poza granicami, to budujące.

Osobiście czuwa Pani nad powstawaniem kolekcji. Czy jest ktoś na tyle bliski, zaufany i kompetentny, że może Panią w tym wyręczać?
Mam zgrany zespół współpracowników, który od lat czuwa nad każdym detalem kolekcji. To ludzie, którzy nigdy mnie nie zawiedli, przyjaciele na dobre i na złe. Wszyscy jesteśmy dla siebie wsparciem i motywacją. Dzięki tej niezastąpionej ekipie mam duże oparcie i pomoc. Razem tworzymy to wielkie dzieło.

Dla kogo Pani buduje to wszystko – dla siebie, synów? A może z jakiegoś innego powodu?
Mam takie skryte marzenie, że będę kiedyś z góry patrzyła na życie ziemskie i zobaczę moją prawnuczkę, która zadziera głowę do góry i mówi "dziękuję ci moja prababciu, że stworzyłaś takie międzynarodowe imperium". Marzę o tym, żeby moja marka była międzynarodową, żeby przetrwała i dawała satysfakcję przyszłym pokoleniom.

Moda to nie jest łatwy rynek, trudno się przebić, a szczególnie jeśli projektuje się jej wersję luksusową. Jak wyglądała Pani droga do punktu, w którym dzisiaj się Pani znajduje – do sukcesu?
Wyznacznik każdego sukcesu to niewątpliwie mieszanka talentu i ciężkiej pracy.
U mnie było podobnie, zaczęło się od pomysłu, skromnego marzenia, potem była praca, wyrzeczenia i kilka lat tworzenia marki od podstaw. Trzeba mieć nie tylko pasję czy zdolności, do sukcesu potrzebna jest też silna wola, spryt, pełne zaangażowanie oraz odrobina szczęścia!

Co było najtrudniejsze, a co dzisiaj stanowi największą nagrodę za wysiłek wciąż wkładany w Pani markę?
Moja droga do sukcesu i otwarcia dużego domu mody nie była usłana różami. Przez te wszystkie lata mieliśmy wiele problemów i momentów zwątpienia. Teraz, patrząc z perspektywy czasu widzę, że nie ma takiej przeszkody, której człowiek nie pokona. Jeśli naprawdę Ci na czymś zależy, to będziesz w stanie przenosić góry.
Największa nagroda – to rosnące grono zadowolonych klientów.

Wydaje się, że upór jest cechą w tym fachu niezbędną. Co pomaga, a co przeszkadza Pani w tym zawodzie?
Wszystko, co mam, zawdzięczam sobie i swojej silnej woli. Nikt mi nic nie dał za darmo. Sukces, jaki osiągnęłam to efekt poświęconego czasu i ciężkiej pracy. Podsumowując, pracoholizm niewątpliwie pomaga, a co przeszkadza… hmmm? Chyba nie ma takiej rzeczy, to po prostu idealna profesja dla mnie (śmiech).

Czym według Pani mierzony jest sukces w tej branży?
Nie mam wygórowanych marzeń. Nie potrzebuję helikoptera czy domu z basenem na Malediwach. Zamiast wyjazdu ze znajomymi na Seszele, jeżeli mogę, wolę zostać w domu. Dla mnie sukces to nie pieniądze, ale satysfakcja, spełnienie i realizacja planów. Nie muszę być sławna na całym świecie, nie o to tu chodzi. W mojej branży liczy się bardziej fakt, że dostaję zamówienia na kreacje z całego globu, że mam showroom w Mediolanie i że mogę tworzyć z pasją od 20 lat.

Jaki był koszt sukcesu w Pani wypadku?
Każdy sukces ma swoją cenę. Niewątpliwie był ogromny stres, harówka, nieprzespane noce. Ja w gruncie rzeczy lubię takie stany, nie boję się wyrzeczeń i siedzenia w pracowni do 2-3 nad ranem. W życiu zawsze jest czas na pracę i na odpoczynek. Nigdy nie osiągnie się efektów bez poświęceń.

Famestage to jeszcze Pani dość młode dziecko. To sieciówka, czyli coś co niekoniecznie kojarzy się z wysoką jakością, oryginalnością. Jak to jest w tym wypadku?
Pomysł marki sieciowej był niewątpliwie strzałem w dziesiątkę. Nowa marka to alternatywa dla drogich butików, która ma zaspokoić modowe potrzeby szerokiego grona odbiorców. Femestage to idealna propozycja dla tych kobiet, które szukają wielkiej mody za niewielkie pieniądze. Komentarze, które do mnie napływają są jak najbardziej pozytywne, klientki są zadowolone z jakości, a potwierdzają to pierwsze podsumowania sprzedaży.

Jakie są założenia tej marki? Jakie cele stawiała sobie Pani, kiedy planowała ją otworzyć?
Pomysł na nową markę kiełkował w mojej głowie już od kilku lat. Mam swoja pierwszą ekskluzywną linię, ale jestem świadoma, że większości klientek na nią nie stać. Dlatego postanowiłam otworzyć sieć sklepów z moimi projektami dostępnymi na każdą kieszeń.

O czym jeszcze, a może raczej, o czym teraz Pani marzy? Jakieś są plany na przyszłość?
Teraz dużo czasu poświęcam swojej fundacji. Black Butterflies to organizacja o charakterze charytatywnym, która poprzez warsztaty ma wspierać ludzi chorych.
Fundacja ma za zadanie tworzyć domy, miejsca spotkań, gdzie przez kontakt ze sztuką, kulturą, nauką czy modą ludzie obarczeni chorobą będą mogli spełniać swoje najskrytsze marzenia i pragnienia.

Co Panią inspiruje?
Pomysły związane z kolekcjami  wpadają mi do głowy każdego dnia. Kiełkują podczas długich podróży, w aucie czy samolocie, pojawiają się w snach, są odzwierciedleniem mojego stanu ducha i nastroju. Inspiruje mnie otaczający świat i wszystkie sytuacje w których się znajduję.
Raz to będzie natura, innym razem po prostu rozmowa czy spotkanie z ciekawymi ludźmi. Moda wymaga nietuzinkowych rozwiązań, które będą zaskakujące i funkcjonalne zarazem.




Agnieszka Wojciechowska

© a1m agencja public relations
najnowsze wydanie
PDF - 6,5 MB
znajdź nas
FACEBOOK
Wróć do spisu treści