matki zony wojowniczki - OKMAGAZYN

Idź do spisu treści

Menu główne

matki zony wojowniczki

Temat
 
 


Matki, żony i… wojowniczki

Swoje zdanie wyrażają głośno od października 2016 roku. Wówczas, tysiące kobiet, w wielu miastach Polski zamanifestowało swój sprzeciw wobec próby zmian „kompromisu aborcyjnego”. Władza, tylnymi drzwiami, starała się narzucić Polkom jedyny słuszny sposób postępowania. Bez względu na życie matki czy traumę po gwałcie. Dlaczego stają w pierwszym szeregu i manifestują swoje zdanie?


 
 
 
 
 
 


Czy lubimy, kiedy rządzący, niezależnie od barw politycznych, wchodzą nam do domu, patrzą na ręce czy zaglądają do łóżek? Nikt nie lubi. Sfera prywatności jest najwyżej ocenianą sferą życia. Dlaczego więc rządzący uzurpują sobie prawo do narzucania moralności i bycia sumieniem całego narodu? Ciężko to zrozumieć i zaakceptować.


Małgorzata Stankowska i Karolina Skowron, młode mamy, które w nieformalnej grupie Czarny Protest Radom kreują tok lokalnych sprzeciwów, nie obawiają się już mówić otwarcie tego co myślą. Swój protest wyrażają w interesie własnych dzieci. Nie chcą, aby w przyszłości żyły w kraju, który „coś’ narzuca swoim obywatelom. A Polska w tej sferze zmierza i równa się z krajami, które Polacy uważają za reżimowe i totalitarne. I choć wiele osób prywatnie przyznaje racje takiej walce, to boją się oficjalnie, choćby na portalach społecznościowych popierać podobne akcje. Przynajmniej w Radomiu, bo w wielu miastach na fanpage’ach lokalnych grup aż kipi od pomysłów i wspólnej motywacji.


 
 
 
 
 
 

od lewej: Małgorzata Stankowska, Karolina Skowron
foto: OK!magazyn


Nazywa się je feministkami. To zdaniem Małgorzaty i Karoliny pogardliwe określenie, narzucające schemat myślenia. – Wszystkie nas wrzucono do jednego worka, pokazując palcem, że jeśli kobieta zaczyna wyrażać własne zdanie, już jest jakąś rozwydrzoną feministką. Jestem kobietą, świadomą i swoich praw, ale też racjonalnie patrzącą na swój związek. Przez ostatnie kilka lat byłam tzw. kurą domową. Prałam, prasowałam, gotowałam, mąż pracował. Nie przeszkadzało mi to. Ale nie pozwolę na to, że ja, nie jako kobieta, ale jako człowiek będę pozbawiana prawa wyboru. Karolina dodaje do tego jeszcze aspekt edukacyjny. Jej zdaniem zamiast w bezczelny sposób narzucać zmiany prawne, państwo powinno inwestować w zdrowie, edukację i profilaktykę: - Zmiany idą w złym kierunku. Cofamy się do średniowiecza, w którym osoby myślące zakrzyczane były przez te, które wyżej stawiały zabobony. Dzisiaj władza stara się odebrać nam standardy opieki okołoporodowej, walczy się z konwencją antyprzemocową wobec kobiet, zapomina się o profilaktyce i edukacji seksualnej. A to właśnie dobra edukacja, oparta na danych medycznych, psychologicznych doprowadza w ostateczności do zmniejszenia patologii. Świadomy nastolatek, świadoma osoba dorosła to szacunek do siebie i innych. To również – paradoksalnie do tego o czym mówi władza – mniej gwałtów, mniej przemocy domowej, mniej aborcji.

Obie są młodymi mamami. Jeszcze w ubiegłym roku, przed październikowymi protestami, spotykały się z zarzutami, że zamiast wychowywać dzieci, organizują marsze śmierci. W Internecie one, i pozostałe kobiety, w różnym wieku, wytykane były palcami. Słowa pełne nienawiści, porównywanie do nazistów, wyzwiska nie powtrzymały ich. Bolało ich jedno – że wszyscy sprowadzają radomskie hasła protestów do jednego wora: kult cywilizacji śmierci. Obie wyraźnie akcentują, że takie spłycanie świadczy o braku refleksji i samodzielnego myślenia. Jak mówi Karolina: - W Radomiu skupiamy się na pokazywaniu dysproporcji w życiu społecznym. Walką z durnymi argumentami władzy. Jeśli te argumenty oparte są na zabobonach i mitach, to jak można pozwolić na to, aby nasze dzieci, dla których każda matka chce jak najlepiej, karmione były fikcją. W podręcznikach do Wychowania do życia w rodzinie pomija się zupełnie aspekty medyczne, dbania przez nastolatki już o swoje zdrowie. To profilaktyka prozdrowotna. Zamiast tego pełno jest haseł ideologicznych.


Karolina ma dwóch synów, w wieku 3 i 6 lat. Wie, że jeśli się nic nie zmieni, i politycy zamiast wymyślać spiskowe teorie dziejów, nie wezmą się do rzetelnej pracy, sama będzie musiała przekazać synom rzetelną wiedzę. Nie tylko związaną z cielesnością. Również sferą miłości, która jest podstawą szacunku w związku.  Małgorzata ma podobne zdanie. Widzi też inną niedoskonałość systemu edukacji, o której raczej w debatach publicznych nie mówi się: - Słaba edukacja to poszukiwanie wiedzy przez nastolatków w Internecie. Rodzice wstydliwie unikają tematów z seksualnością, która jest przecież czymś ludzkim. Wspomniane podręczniki to tylko światopogląd i stereotypy. Gdyby o tym rozmawiać otwarcie, uzależniać wiedzę od wieku naszych dzieci, wówczas ograniczymy różne patologie seksualne. Jeśli dzieci na podstawowe pytania związane choćby z pierwszą miesiączką szukają odpowiedzi w przeglądarkach, to system edukacji jest zły. Jeśli w Internecie na pytanie, czy rozpoczynając życie seksualne zajdę w ciążę, większość odpowiedzi sugeruje, że dopiero za dziesiątym razem można zajść w ciążę, to wskazuje na ignorancję dorosłych i polityków. Odwracając oczy od takich problemów sami tworzymy później problemy i patologie.

Obie podkreślają, że bycie matką to przede wszystkim ogromna miłość do własnych dzieci. A miłość to odpowiedzialność i troska. Stąd nie zrażają się kolejnymi atakami i hejtem w Internecie. Wiedzą, że długa droga przed nimi i ich koleżankami, aby polskie społeczeństwo stało się bardziej otwarte i mniej zobojętniałe. No chyba, że chcemy być narodem, który bezmyślnie i bezrefleksyjnie przyjmuje wszystko, czym karmi nas ideologia, w której człowiek nie jest, jak się okazuje najważniejszy.

Małgorzata i Karolina wiedzą jedno, nie promują żadnej cywilizacji śmierci. Promują walkę o życie, godne standardy opieki młodych mam, wsparcie państwa dla samotnych matek, osób wychowujących niepełnosprawne dzieci. Walczą tylko, lub aż, z patologiami życia w Polsce.

Nie rzucają też tylko słów na wiatr. Protesty to jedno. Teraz złożyły też kilka propozycji do radomskiego budżetu obywatelskiego. Będą przekonywały radomian do choćby modernizacji placu zabaw dla dzieci na Glinicach.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego