Cyryl Prochonow - OKMAGAZYN

Idź do spisu treści

Menu główne

Cyryl Prochonow

Wywiady
 
 


Przyjechałem roztańczyć Radom

Pasja jest czymś istotnym. Rozwijana czyni człowieka wyjątkowym - wyzwala emocje i uwalnia od szarej rzeczywistości. Jeśli jest ona jeszcze sposobem na życie, czyni człowieka jeszcze bardziej szczęśliwszym. Cyryl Prochonow, młody Polak pochodzenia ukraińskiego, tańcem i własną choreografią, nawet wielkich muzycznych dzieł, chciałby zarazić radomian. Czeka go jednak długa droga, bo wie, że reputację zdobywa się ciężką pracą, a jak sam przyznaje, jest wymagającym nauczycielem, któremu nieobcy jest reżim. Wszystko to jednak dla dobra i sukcesu własnych uczniów.

 
 
 
 
 
 


Na ogół przygoda z tańcem zaczyna się w dzieciństwie. Twoja też?


Zacząłem tańczyć gdy miałem 6 lat. To była inicjatywa mojej mamy, ona chciała, żeby jej syn tańczył. Mnie się na początku to nie spodobało. Może dlatego, że był to taniec ludowy. Była duża dyscyplina, potrzebny był specjalny strój, a ja jako dziecko tego nie rozumiałem. Ale dzięki tym zajęciom w ogóle zacząłem tańczyć. Jednak zaczęła się, gdy jako trzynastolatek poszedłem na zajęcia z tańca współczesnego. Zaskoczyło mnie, że można w taki sposób tańczyć, a nie tylko hopaka, polkę czy krakowiaka.


Ale nieobcy jest Ci też balet. Dlaczego zostałeś przy tańcu współczesnym?


Próbowałem wielu stylów tańca: od tańca ludowego do współczesnego poprzez balet. Nie lubiłem w zasadzie tylko tańca towarzyskiego, ale nie wiem dlaczego. Trudno też mi jednoznacznie powiedzieć z jakich powodów wybrałem taniec współczesny. Po prostu tak poczułem. Gdy się pierwszy raz z nim zetknąłem to od razu wiedziałem, że chcę go wykonywać, a właściwie nie tyle tańczyć, co tworzyć choreografię. Tak, już w wieku 13 lat to wiedziałem. Podobała mi się wolność wyrazu w tym stylu.


Czy nie żałujesz tego, że kiedy Ty ciężko trenowałeś, inne dzieciaki w tym samym czasie poświęcały czas zabawie?


Zawsze byłem trochę inny jako dziecko, raczej nie szalałem po podwórku. Wolałem zajmować się czymś, co będzie mnie rozwijać. Dosyć wcześnie zrozumiałem jakie to ważne. A gdy już bawiłem się z dziećmi to w szkołę. Byłem oczywiście nauczycielem. Nie ciągnęło mnie do tego, żeby bawić się jakimiś zapałkami czy męczyć psa. Obawiam się, że z tych dzieci wyrosły jakieś „wujki z połoniny”.


Co było w Twoim życiu najtrudniejszym doświadczeniem tanecznym?


Najtrudniejsze były te momenty gdy z powodu choroby albo urazu nie mogłem wystąpić. Nie raz jednak wychodziłem na scenę chory. Normalny człowiek zostałby w łóżku i się leczył. A gdy pracowałem już jako choreograf, to najbardziej bolało mnie, gdy dzieci odchodziły z zespołu, aby kontynuować naukę. Myślę, że żadne inne zajęcie nie przynosi więcej bólu, nie tylko fizycznego. Taniec to nie zabawa.

 
 
 
 
 
 


Co łączy balet i taniec współczesny? Pytam dlatego, że uczysz jednego i drugiego tańca.

Balet klasyczny zawsze będzie baletem, nie straci na popularności, a trendy w tańcu współczesnym zmieniają się z każdym sezonem i trzeba być na bieżąco aby zaskakiwać widza. Nie ma między nimi sprzeczności. Trzeba pamiętać, że taniec współczesny, podobnie jak wiele innych stylów tańca, wywodzi się właśnie z baletu. Trzeba poznać podstawy klasycznego tańca by móc rozwijać nowe kierunki. Różnica między nimi sprowadza się natomiast do tego, że w tańcu współczesnym nie ma „czwartej ściany”, to znaczy, że tancerze prowadzą dialog z publicznością, wzbudzają w nich emocje. Tymczasem w balecie tancerze tańczą jakby dla siebie. Balet jest też bardziej wymagający, trudniejszy dla wykonawców. Widać każdy błąd. Trzeba przygotować swoje ciało. Nie każdy może osiągnąć taki poziom. W tańcu współczesnym ewentualne pomyłki maskuje chociażby strój, mniej dopasowany do ciała.


A muzyka? Do jakiej muzyki tworzy się choreografię w tańcu współczesnym?


I to kolejna różnica pomiędzy baletem a tańcem współczesnym. Dziwnie będzie wyglądać przecież balet z muzyką disco polo albo rapem. A taniec współczesny można zatańczyć do każdej muzyki, nawet klasycznej. Przygotowałem kiedyś taki występ z dziećmi do muzyki z „Dziadka do orzechów”. Najpierw słucham utworu, wyobrażam sobie jak może wyglądać układ. Muzyka mnie inspiruje. Czasem, gdy tylko usłyszę jakąś piosenkę, to od razu wywołuje u mnie emocje.


A w jaki sposób przekazujesz swojej grupie te emocje?


Każdy styl i każdy taniec niosą ze sobą emocje. Tancerz musi je wyrazić. Dlatego rodzaj tych emocji, ich poziom i intensywność muszą być dostosowane do wieku tancerzy. Staram się tak dostosować te emocje, by dzieci już je znały. Jeśli wcześniej coś podobnego przeżyły, to mogę się odwołać do ich osobistych doświadczeń. Dzięki temu ten przekaz będzie prawdziwy. Na przykład pięciolatków poprosiłbym o pokazanie, wcielenie się w jakieś zwierzątko. Dzieci to zrozumieją, a i rodzice się uśmiechną, widząc swoje pociechy w przebraniu na przykład wiewiórki. Z drugiej strony, nie zaproponowałbym stylu, wymagającego pewnej ekspresji z podtekstem seksualnym osobom kilkunastoletnim, które mało na ten temat wiedzą.


Jesteś wymagającym nauczycielem? Grupa ma „coś” do powiedzenia czy może na Twoich zajęciach panuje reżim zaczerpnięty z rosyjskich wzorów.


Jestem bardzo, bardzo, bardzo wymagającym nauczycielem! Reżim musi być. Dla dobra dzieci. Zaraz wyjaśnię: jeśli dziecku pozwolimy robić co chce, przychodzić niepunktualnie, samemu wybierać stroje, to nie przyzwyczai się do dyscypliny, a taka będzie potrzebna, jeśli ktoś chce myśleć o kontynuowaniu kariery bardziej profesjonalnie. Uczniowie muszą skupiać się na nauczycielu. Staram się być autorytetem ale i przyjacielem. Mają brać ze mnie przykład. Dlatego odpowiednio dobieram słowa. Rzadko kiedy krzyczę, nie ma takiej potrzeby. To odnosi odwrotny skutek. Traktuję dziecko jak osobę dorosłą.


Jak wygląda dzień tancerza? Jakaś specjalna dieta? Teraz modne jest promowanie „jakiegoś” stylu żywienia, który w nadzwyczajny sposób pomaga osiągnąć sukces. Kiedyś zachwalano dietę Małysza, teraz Lewandowskiego. A Prochonow?


Tancerz musi trzymać fason cały dzień, trzeba chodzić wyprostowanym. Jeśli chodzi o dietę to kiedyś jeden mądry człowiek powiedział mi, że trzeba jeść rzeczy, do których jesteśmy podobni. Każdy musi się zastanowić, jakie jedzenie przychodzi mu do głowy. Może ktoś wyobraża siebie jako schab albo golonkę? (śmiech). Jesteśmy tym, co jemy. A poważniej, trzeba jeść to na co się akurat ma ochotę, ale z umiarem. Ćwiczenia? Wystarczy rozgrzewka przed zajęciami. Stopniowo trzeba się rozruszać. Każdy kolejny wysiłek trwa dłużej. Nic nie przychodzi łatwo, wszystkiego trzeba się stopniowo uczyć. Tak jak do prowadzenia samochodu potrzebne jest prawo jazdy, tak taniec wymaga ciągłego doskonalenia. Chodzi o to, by ruchy tancerza były jak najdoskonalsze. Mówi się, że ciało tańczy u każdego, a dusza u niektórych.


Doświadczyłeś w tańcu takiego specjalnego momentu, w którym uświadomiłeś sobie, że właśnie przekraczasz jakąś granicę?


Czasem mnie ponosi. Gdy tworzę choreografię to niekiedy zaskakuję otoczenie… i sam siebie. Dlatego, że wybieram takie tematy tańca, które dla niektórych mogą wydać się wariactwem.


Ile trzeba czasu, aby s
tać się profesjonalnym tancerzem? Ile jest w tańcu intelektu a ile duszy, o której wspomniałeś.

Całe życie. Nie sposób osiągnąć perfekcji, choć trzeba próbować. To sprawa indywidualna, jednemu wystarczy rok, dwa, bo ma talent, a innemu i kilka lat za mało by nauczyć się. Najważniejsze jest, by rozwinąć w sobie pewien uniwersalizm, by ciało mogło szybko dostosować się do zmian, dynamicznych ruchów. Intelekt jest potrzebny gdy się uczymy tańca. Gdy występujemy, potrzebna jest dusza.


Radom lubi tańczyć? Jest tanecznie kolorowy czy szary?


Trzeba spytać tych, którzy tu dłużej żyją. Ale po liczbie szkół tańca widać, że tak. Jest do wyboru wiele różnych kursów, proponujących odmienne style, dla osób w każdym wieku. Nie tylko przecież balet i hip-hop. Można iść na taniec towarzyski a potem… na wieczór do domu seniora.


W jaki sposób chcesz nadać więcej koloru miastu?


Swoją energią i pomysłami. Mam ich dużo. Chcę stworzyć coś nowego, czego jeszcze nie było tutaj. To zachęci i przyciągnie ludzi. Nikt nie zwraca przecież uwagi na powielane, nieoryginalne pomysły. Jestem choreografem i w tym kierunku chcę się rozwijać. Lubię tworzyć układy do różnych historii, legend czy podań. Chcę by taniec opowiadał pewną historię. Ciekawią mnie polskie opowiadania, które słyszy się jako dziecko, a potem może zapomina. Ja chciałbym je czasem przypomnieć starszym. Wiele z tych historii mamy wspólnych, na przykład legendę o kwiecie paproci.


Rozmawiał: Marcin DąbrowskiFoto: archiwum prywatne

 
 
 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego