Ania z Zielonego Wzgórza Teatr Radom - OKmagazyn

Przejdź do treści

KULTURA

Rozśpiewana Ania (z Zielonego Wzgórza)


Rudowłosa Ania Shirley, bohaterka powieści Lucy Maud Montgomery, po wielu latach powraca na deski Teatru Powszechnego. Opowieść o osobliwej dziewczynce stanowi już klasykę literatury, filmu i teatru. Jak przekonuje reżyser i autor scenariusza, Maciej Wojtyszko, radomski spektakl ma wiele zalet: wspaniała muzyka, choreografia i teksty, które rozśmieszają i wzruszają. To też opowieść o sensie życia, przyjaźni i tolerancji.

W Radomiu „Ania z Zielonego Wzgórza” wystawiana była już dwukrotnie: w 1985 roku, w reżyserii Janusza Hamerszmita i w 1994 roku, w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego. Tegoroczna premiera ma być widowiskowym przedstawieniem muzycznym. Maciej Wojtyszko zdradza nam kulisy powstawania spektaklu oraz opowiada o swojej przygodzie z „Anią”, która trwa już od blisko 30 lat.

Panie Macieju, długo zna się Pan z „Anią”? Pana adaptacje tej kultowej już powieści od lat wystawiane są w polskich teatrach. Jednak do tej pory, co jest niezmiernie dziwne, Pan sam nie wyreżyserował tego tytułu.
Wszystko zaczęło się we Wrocławiu w 1991 roku. Powstała adaptacja „Ani z Zielonego Wzgórza” z moimi tekstami piosenek. Przedstawienie reżyserował Jan Szurmiej. I ta adaptacja, z muzyką Zbigniewa Karneckiego, na rozmaite sposoby korygowana i przez kolejnych reżyserów, i przez kolejnych inscenizatorów krążyła po Polsce w rozmaitych wariantach scenicznych. Korzystał z niej m.in. Wojciech Kępczyński czy Maciej Korwin. Krok po kroku zaczął się z tej naszej „Ani” robić spektakl muzyczny. Na prośbę Jana Szurmieja, wówczas dyrektora Operetki Warszawskiej, dopisywaliśmy nowe piosenki do wariantu, który nazwaliśmy warszawskim. I choć na przestrzeni lat wszystkie te sztuki mi się podobały, to dojrzałem do stworzenia wariantu... autorskiego.

Który czym będzie się różnił od poprzednich?
Tworzymy przedstawienie z dużą ilością muzyki i tańca. Poza tym staram się pokazać ponadczasowe tło powieści, tworząc szeroki obraz otaczającej Anię rzeczywistości. Skupiamy się nie tylko na najbliższych osobach dla Ani, ale też na postaciach wokół. To taka reguła musicalu, gdzie muszą być ludzie, aktorzy, komentujący pokazywany świat. Dla mnie „Ania” jest opowieścią o tym, jak ludzie uczą się akceptować drugiego człowieka, tak zwanego „obcego”, który jest inny od nich. Bo to jest problem w dzisiejszych czasach również wyraźnie istniejący społecznie. Dlaczego ktoś, kto pojawia się w naszej przestrzeni życiowej, nam się nie podoba? Co nas w nim irytuje? Dlaczego go odrzucamy? O co podejrzewamy, w momencie, kiedy się pojawia? I tu doskonały jest przykład historii rudowłosej Ani Shirley. Ta cała jej „inność”, zupełnie odmienne nastawienie do świata okazuje się w końcu wartością. To działa.

Powieść wydana została na początku XX wieku, wówczas, gdy walka kobiet o równouprawnienie już trwała. Sama Ania, jej cechy, zachowanie, marzenia daleko odbiegają od ówczesnych stereotypów. Raczej miała zadatki na emancypantkę...
Również mam takie wrażenie, że dzisiaj to powieść feministyczna (śmiech). Ania nie jest dziewczynką grzeczną, układną, nie spełnia „wymagań” dorosłych. Ma własne wyobrażenie tego, czym są emocje i nie wstydzi się ich pokazywać. I chyba na tym polega potęga i sława „Ani z Zielonego Wzgórza”. To wzorzec: jeśli ktoś jest samodzielny, ma własne zdanie i potrafi go obronić, w końcu zdobywa serca innych. I to jest ta ponadczasowa warstwa - naucz się rozumieć drugiego człowieka, uczynione dobro zawsze wraca.

Opowiada Pan o „Ani”, jako powieści i o jej bohaterce z... uczuciem i ogromnym zaangażowaniem emocjonalnym. Niczym fan.
Oczywiście, że jestem. Ta powieść wręcz niesamowicie dozuje emocje. Bywa, że przygotowując spektakl, wzruszamy się na próbach. To może wydawać się nawet dziwne, bo od aktora oczekuje się chłodu zawodowego. Ale proszę mi wierzyć, że tu, te mechanizmy nakręcające wzruszenie są dość głębokie.

Zostawmy na boku istotę spektaklu. Rozumiem, że jeśli warstwa emocjonalna jest tak głęboka, to muzyka i scenografia również będą silnie działały na widza?
Muzyka Zbigniewa Karneckiego jest fantastyczna. Uważam, że to chytre i oryginalne połączenie kilku kierunków muzycznych. Nie jest to klasyczna muzyka musicalowa. Mamy tu miks jazzu, country... ale to znakomicie przystaje do poetyki samej powieści. Po latach, z nieukrywaną przyjemnością, na nowo odkryłem własne piosenki (śmiech). I nawet po tych blisko trzydziestu latach od momentu ich powstania, uważam, że nadal są uniwersalne. Są opowieścią o bogatej wyobraźni bohaterki. Na przykład w powieści jest taka scena, w której Ania stwierdza, że nie potrafi się modlić. Maryla mówi wówczas do niej, że taka duża dziewczynka będzie wiedziała, co powiedzieć Panu Bogu. Odważyłem się do tej sceny napisać piosenkę, która jest mieszanką tego, co może dziecko mówić do Boga, z rodzajem listu, jaki dzieci piszą do Świętego Mikołaja. A Zbyszek Karnecki muzycznie zaczął tę scenę od muzyki religijnej a skończył na eleganckim menueciku. To naprawdę brzmi i wygląda fantastycznie na scenie.

Szczerość i naiwność dziecięca osadzona w muzyce... Nawet, choć kiepsko działa na ogół u mnie wyobraźnia, potrafię to zobaczyć (śmiech).
Widz, który wybierze się na ten spektakl, będzie miała autentyczną, emocjonalną przygodę.

A scenografia?
Rozmawiamy przed premierą. Za scenografię odpowiedzialny jest Wojciech Stefaniak. I jeśli ta  scenografia będzie tak piękna, jak projekt, który widziałem, to będzie świetnie uzupełniała całość. Do tego kostiumy... na nie też czekam już z niecierpliwością.

Dla kogo właściwie jest to spektakl. O ile doświadczony widz będzie potrafił zrozumieć wielowarstwowość postaci i przekazu spektaklu, to można już mieć obawy, że młody człowiek wyłapie tylko jeden aspekt...
Rzeczywiście, temat jest bardzo szeroki. Myślę, że jest to takie przedstawienie, na którym jednak nikt nie będzie się nudził. Robię przedstawienie jak dla siebie (śmiech). Na pewno nie będzie za naiwnie i nie będzie zabytkowo...



Lucy Maud Montgomery
Ania z Zielonego Wzgórza
Adaptacja i teksty piosenek
Henryka Królikowska-Wojtyszko, Maciej Wojtyszko
Reżyseria
Maciej Wojtyszko
Scenografia
Wojciech Stefaniak
Kostiumy
Zofia de Ines

OBSADA
Aleksandra Bogulewska (Ania Shirley)
Joanna Zagórska (Diana Barry)
Karol Puciaty (Gilbert Blythe)
Izabela Brejtkop (Maryla Cuthbert)
Piotr Kondrat (Mateusz Cuthbert)
Iwona Pieniążek (Małgorzata Linde)
Danuta Dolecka (Pani Barry)
Maria Gudejko (Pani Blewett)
Wojciech Ługowski (Pan Philips)
Karolina Węgrzyńska (gościnnie)
Natalia Samojlik (gościnnie)

© a1m agencja public relations
najnowsze wydanie
PDF - 6,5 MB
znajdź nas
FACEBOOK
Wróć do spisu treści